Archiwa tagu: pakowanie

Dookoła świata – pakowanie (3) – technikalia i amulety

W pierwszej części artykułu o pakowaniu można się dowiedzieć o ciuchach: http://wp.me/p32MLw-h6

W drugiej części opisałem wszystkie akcesoria, jakie zapakowałem, włączając lekarstwa i kosmetyki. http://wp.me/p32MLw-he

W trzeciej odkrywania zawartości mojego plecaka pora na sprzęt elektroniczny (i nie tylko)

Alturysta_technczne
Moja lista wygląda następująco:
– Kosmetyczka na techniczne rzeczy
– Notebook ACER Aspire ONE wraz z myszką i zasilaczem.
Tutaj jest wiele zdań, głównie przemawiającymi za pozostawieniem PC w domu. W naszym przypadku komputer służy do pisania tekstów na bloga, obróbki zdjęć i dźwięków i ich archiwizacji, do przeglądania internetu i do czytania przewodników w formacie pdf. Na dzień dzisiejszy więcej osób podróżujących posiada komputer, albo tablet, niż go nie ma. Także hostele rezygnują ze stanowiska komputerowego na rzecz darmowego Wifi. W wielu kawiarenkach internetowych komputery są tak zawirusione, że strach otworzyć pocztę, a co dopiero konto bankowe. Moim zdaniem komputer może być zastąpiony przez tablet (oby był Skype). Odradzam też kupowanie i zabieranie najdroższego sprzętu. iPad Apple wygląda niezwykle stylowo w środku amazońskiej dżungli, ale z tańszym modelem będziesz spał spokojniej.
– słuchawki do Skype. Wystarczą najtańsze możliwe.
– 2 pen drive, do archiwizacji zdjęć i dźwięków. Dwa razy wysłaliśmy część pamiątek do Polski i wtedy dołączyliśmy elektroniczną kopię dotychczas zrobionych materiałów.
– komórka Nokia 1280 z ładowarką. Najprostsza, ale posiada budzik i latarkę.
– komórka HTC Desire z ładowarką (nie działająca). Ponieważ oprócz polskiej karty SIM mam też angielską, smartfon był przydatny. Ponieważ w pewnym momencie wysiadła bateria (a kupienie nowej kosztowało krocie), telefon przestał być przydatny. Teraz uważam go za niepotrzebny zbytek. Nie muszę sprawdzać Internet w każdej restauracji i uaktualniać status na FB.
– dysk przenośny WD My passport. Średnio co dwa tygodnie zgrywam zdjęcia i dźwięki. Dysk przenośny trzymam też w innym plecaku niż komputer, aby zdywersyfikować niebezpieczeństwo utraty wszystkich danych.
– przejściówka uniwersalna do różnych wtyczek (część sprzętu mamy z brytyjskimi wtyczkami). W Azji (oprócz Malezji i Singapuru) pasują wszystkie wtyczki, w Ameryce Środkowej, Australii i Nowej Zelandii wtyczki są inne, najlepiej kupić na lotnisku po wylądowaniu.

Zestaw fotograficzny. Używaliśmy wprawdzie wcześniej lustrzanki Nikkon D40, ale wybraliśmy model ze stosunkowo dobrą  optyką, ale kompaktowy Nikon Coolpix 9300 (na zdjęciu niedziałający już Nikon Coolpix 9100) z dwoma bateriami i ładowarką do baterii z kartą SD. Duży aparat jest nieporęczny, ciężki i irytujący na dłuższą metę, ponad to podróżnik wędrujący z dużym obiektywem jest łatwym kąskiem dla złodziei. Coolpix 9300 można włożyć do kieszeni i szybko zrobić zdjęcie w momencie, kiedy duży aparat byłby jeszcze wyplątywany z plecaka. Oczywiście – mały rozmiar aparatu to kompromis na jakości.
Inną sprawą jest fakt, że normalne aparaty nie są zaprojektowane na działanie codziennie przez miesiące, w deszczu, brudzie, wietrze i piasku. Nasz Coolpix 9100 zgrzytał już w Nowej Zelandii, nowy model kupiliśmy w Kuala Lumpur.
– mini statyw i pokrowiec do aparatu

Zestaw do nagrywania dźwięku. Tą część może większość turystów normalnie pominąć. Nagrywam dźwięki od pięciu lat i kolekcjonowanie muzyki ulicy, odgłosów przyrody, czy wreszcie szumu morza jest elementem podróżowania. Dlatego do listy doszły:
– urządzenie nagrywające Zoom H4 z kartą SD z osłoną przeciwwiatrową
– 4 baterie paluszki z ładowarką
Na koniec lista sprzętu, który moim zdaniem należy zostawić w domu (bez względu co mówią reklamy):
– ipad. Słuchanie muzyki w czasie podróży odcina cię od rzeczywistości, lepiej zostać w domu i słuchać twoich bitów przez kolumny. Jeżeli jednak musisz, to skorzystaj z odtwarzacza MP3 w komórce.
– iphone. Moim zdaniem drogi, stresochłonny, szybko się rozładowujący i przyciągający uwagę,
– GPS/ nawigacja samochodowa. Brzmi odkrywczo, ale jeżeli masz już smartfona czy tablet, masz też GPS, na dodatek z lokalną mapą.
– aparat przeciw komarom. Działa świetnie w Polsce, ale nie działa w miejscach, gdzie braki prądu są na porządku dziennym. Spirale na komary działają mimo prądu.

To tylko lista – szkielet, do tego dochodzą dokumenty:
– paszport,
– karty płatnicze, pieniądze
– notatki, książki aktualnie czytane, przewodniki, pamiątkowe bilety z różnych miejsc

No i na koniec mam garść amuletów, które sprawują duchową opiekę nad podróżą.

Alturysta_amulety
– słonik i szekla, którą dostałem od Rodziców
– Figurka Pachamamy kupiona na targu czarownic w Boliwii, czuwając nad szalonymi kierowcami całego świata
– medalionik ze świętym i Chrystusem, którą dostaliśmy w Limie od studentów
– Tiki, dobry bożek z Nowej Zelandii, daje dobre myśli na podróż
– Pikachu jest patronem przygód azjatyckich i był elementem tortu jedzonego z okazji połowy naszej podróży.
– lista jest otwarta, pewnie niebawem trafi tutaj Budda i Ganesha.

Reklamy

Dookoła świata – pakowanie (2) – akcesoria

Część pierwsza listy pakowania: http://wp.me/p32MLw-h6

Gdy zacząłem kompletować listę potrzebnych podróżniczych akcesoriów, włosy mi stanęły dęba. Po pierwsze, listy chętnie udostępniane przez producentów gadżetów spowodowałyby spory uszczerbek w budżecie już na początku podróży. A po drugie – nie widzę, jak bym znalazł na nie miejsce w swoim bagażu. Zacznę od najważniejszego – od plecaka.
Podążając za internetowymi radami wybrałem plecak o pojemności 55 + 5 litrów i uważam to za bardzo dobry wybór.  Zauważam natomiast prawidłowość – im większy plecak tym więcej rzeczy w środku (tak, naturalna skłonność do gromadzenia rupieci), tym ciężej się poruszać po mieście w temperaturze +35, tym ciężej go włożyć i wyjąć z bagażnika autobusu i tak dalej. Plecak jest firmy Blacks (kupiony w promocji za około 200 zł), ale nie przywiązywałbym się do firmy, a co najważniejsze – nie inwestowałbym w super drogi sprzęt. Twój plecak będzie rzucany, szurany po podłodze, wieziony w nieszczelnych bagażnikach, może zamoknąć na łodzi i może na niego nasikać małpa, czy krowa usiąść. Jeżeli się plecak popsuje, zawsze jest legendarna srebrna taśma, którą można użyć, albo można kupić nowy plecak w cenie o połowę niższej niż w Polsce.
Do chodzenia po mieście i na krótkie wycieczki wybrałem torbę do noszenia na bok o wymiarach około 15 x 30 cm. Mieści się w niej książka (przewodnik), aparat fotograficzny, urządzenie do nagrywania dźwięku, grzebień (a co, nie?) i płaszcz przeciwdeszczowy.
Natomiast na duże podróże mam większy plecak, około 25 litrów, w którym jest miejsce na kocyk, przewodnik, jedzenie na podróż i wyżej wymienioną torbę.  W przypadku tak zwanych „dużych podróży” posiadanie TYLKO dwóch przedmiotów jest kluczowe, gdyż tylko w ten sposób można zapobiec kradzieży/ zgubieniu swoich rzeczy.
Pora na listę akcesoriów.

Alturysta_ascesoria

Jak już wspominałem, większość z nich nie musi być kupiona w specjalistycznych sklepach, zacznę od tych, które doradzam kupić „lepsiejsze”.
– pas na pieniądze. KONIECZNY i jeden z niezbędnych sposobów na trzymanie swoich rzeczy bezpiecznie. Najlepszy jest pas bawełniany, z małą ilością plastiku, dlatego nie warto na nim oszczędzać.
– ręcznik podróżny – z mikrofibry – musi być wielkości średniego ręcznika plażowego i musi szybko schnąć. Większość hosteli zapewnia ręczniki, więc będzie on używany okazjonalnie, ale przydaje się w wielu budżetowych miejscach.
– prześcieradło typu „mumia” do podejrzanych pościeli i do hosteli, które nie zapewniają pościeli. Musi być bawełniane i łatwe do zapakowania.
– zestaw pierwszej pomocy. Mądrze dobrany i skompletowany.
Pozostałe akcesoria nie muszą być kupione w specjalnie firmowych sklepach, polecam zachowanie rozsądnego stosunku jakości do ceny.
– mata do yogi – przydaje się do ćwiczeń, ale też w przypadku gdy trzeba nocować na podłodze. Przydaje się też do transportu obrazów i plakatów, które nie zmieszczą się do plecaka.
– torba materiałowa na pranie i brudne rzeczy
– mały kocyk (do zimnych autobusów i pociągów, a także jako wspomożenie podczas zimnych noclegów)
– kubek metalowy – do robienia herbaty i zupek chińskich. Gdy nie ma śniadania w hostelu, kubek nadaj się do robienia owsianki (gdy da się kupić mleko i owsiankę)
– latarka na czoło – przydała się na razie dwa razy
– karty – wozimy, ale jeszcze się nie nauczyliśmy grać w karty
– ścierka do naczyń, nóż, widelec, łyżka
– grzałka. Typowo polski wynalazek, ale jakże praktyczny, zwłaszcza w miejscach, gdzie napoje kosztują dużo. Czasami miło wypić rumiankową herbatę do snu.
– notes i kalendarzyk (nie pokazany na zdjęciu)
– zapalniczka (i spirale na komary)
– zatyczki do uszu (na głośne hostele i autobusy z muzyką ludową)
– nakładka na oczy (na podróż)
– kłódka na szyfr – potrzebna w niektórych hostelach, gdzie można korzystać z sejfów, podobnych do szafek w szatni WF.
– sznurek (do wieszania prania), najlepiej jutowy, z 5 metrów długości.

Do akcesoriów warto dodać też najbardziej nieodzowne lekarstwa:
– paracetamol
– lekarstwo na chorobę lokomocyjną (gdy ktoś potrzebuje)
– tabletki do ssania na ból gardła (po klimatyzowanych pociągach i autobusach)
– tabletki na rozwolnienie – te najbardziej skuteczne – będą potrzebne zwłaszcza gdy tragedia się zdarzy bezpośrednio przez podróżą, albo np. na Machu Picchu. W wielu problematycznych żołądkowo krajach, np.w Indiach lepiej kupić miejscowy środek w lokalnej aptece, lepiej działa na miejscowe problemy.
– sole mineralne, konieczne na uzupełnienie elektrolitu po problemach żołądkowych
– środki na malarię – o tym napiszę szerzej w osobnym tekście.
– DEET – najskuteczniejszy środek na komary,
Ostatnim elementem akcesoriów były nasze środki kosmetyczne. Tutaj było łatwiej, gdyż można było dzielić większość rzeczy. W przypadku jednej osoby lista wyglądałaby następująco:
– mydelniczka z mydłem. Wróciliśmy do tradycji, mydło zużywa się wolniej niż preparaty w płynie, łatwiej też i ekonomiczniej je używać w czasie podróży.
– szampon. Kupowany co parę tygodni.
– szczoteczka do zębów i pasta do zębów
– nici dentystyczne
– pianka do golenia (wystarcza nam średnio na 2 miesiące), maszynki do golenia jednorazowe
– krem po goleniu, krem pod oczy (odrobina luksusu się należy a co).
– pałeczki do uszu,
– dezodorant
– olejek do opalania
– pomadka do ust (konieczna w Ameryce Południowej, na zimną pogodę).
– szczypczyki do paznokci
– papier toaletowy – co najmniej dwie rolki

Na koniec lista rzeczy, które wyrzuciliśmy, bo były nieużyteczne, albo zupełnie irracjonalnych pomysłów, którymi są raczeni podróżujący przez firmowe sklepy. Na to szkoda pieniędzy i kręgosłupa:
– duża latarka
– poduszka podróżna dmuchana. W większości samolotów rozdają firmowe poduszki. Jeżeli lecisz Ryanairem, to lądujesz i tak za półtora godziny, a zasnąć się nie da z powodu ustawicznych głośnych komunikatów.
– poduszka podróżna materiałowa. Kupiliśmy i wyrzuciliśmy już w Azji. Proszę państwa, cały świat ma poduszki, a jak nie ma, to ma się polar, który można zwinąć o podłożyć pod głowę.
– korek uniwersalny do zlewu. Ulubiony przez przewodnik Lonely Planet i cytowany wszędzie. Prać można w zlewie i bez korka, trzeba tylko pewnej sprawności.
– tabletki do dezynfekcji wody. Woda po ich użyciu smakuje jak z basenu, więc żadna to przyjemność. Poza tym, wodę w butelkach można kupić obecnie wszędzie na świecie.
– kocherek gazowy kempingowy. W większości przypadków nie musisz nawet gotować, ponieważ jedzenie na ulicy jest tańsze niż produkty które byś musiał kupić na obiad.
– śpiwór. Jeżeli jest potrzebny na np. wycieczki górskie, można śpiwór pożyczyć w agencji turystycznej. Poza tym kompletnie nieprzydatny
Na koniec tej części rada: jak sprawdzić czy ma się odpowiednią ilość bagażu. Zapakuj swoje plecaki, ubierz pełny ekwipunek, po czym przespaceruj się 20 minut po okolicy, wejdź schodami na trzecie piętro i parę razy zdejmij i załóż plecak. Ten test powinien pokazać, czy masz za dużo bagażu, czy nie. Oto zdjęcie zapakowanych plecaków.

Alturysta_widok 2 Alturysta_widok1

W trzeciej części tekstu omówię najbardziej kosztowne drobiazgi: sprzęt techniczny. No i dodam parę zdań o niezbędnych w podróży amuletach.

Dookoła świata – pakowanie (1) – ciuchy

Jedną z naszych wątpliwości przed podróżą było pytanie, jak się można w ogóle spakować w tak długą podróż. Pamiętam moje próby „podróżowania lekko”, które kończyły się 20-kilogramową walizką. Pamiętam też weekendowe wyjazdy samochodem, podczas których pakowanie i rozpakowywanie bagażnika ze wszystkich akcesoriów trwało więcej niż podróż. W przypadku dalekich podróży korzystaliśmy z wielu zagranicznych stron internetowych, blogów i przewodników i w końcu stworzyliśmy własną listę rzeczy do spakowania. Ogólnie mówiąc zastosowaliśmy kilka zasad pomagających dobrać dobry zestaw odzieży i akcesoriów:
1. Sprawdź klimat w miejscu podróży. Jeżeli jedziesz w tropiki, nie bierz wełnianej czapki.
2. Dobierz warstwy ubrania według zasady „na cebulkę”. Podczas podróży po boliwijskim płaskowyżu temperatura w nocy spadała poniżej zera, ja nosiłem po dwa T-shirty, koszulę, sweter, polar i kurtkę. W Indochinach wystarczy jedna koszulka i krótkie spodenki przez większość czasu.
3. Pamiętaj, że rzeczy się szybko niszczą, blakną i się gubią. Nie bierz wartościowych ubrań, raczej praktyczne. Ponadto część ubrań można zostawić pod koniec podróży (miejscowi się ucieszą) i mieć więcej miejsca na prezenty!
4. To nie czas na goretexy, super membrany i buty jak na zdobycie Himalajów. Pamiętaj, że każdą brakującą część garderoby kupisz i w Azji i w Ameryce Południowej za połowę polskiej ceny.
5. Zostaw Louis Vitton i Dolce Gabbana w domu. Łącznie z super mądrymi zegarkami i koliami z diamentami. Nie jedziesz z rosyjską wycieczką do Hurghady. Im jesteś skromniej ubrany, tym mniej czepiają się Ciebie naciągacze, tym mniej zachęcasz złodziei do działania.
6. Nie bierz za dużo butów. My wprawdzie wzięliśmy specjalne trapery do chodzenia po górach, ale obciążały niezmiernie plecak i po pewnym czasie nabrały strasznego smrodku. Jedna para zakrytych butów wystarczy. Do tego ewentualnie sandały, albo klapki (jeżeli potrafisz wędrować kilometrami w klapkach).
Podróż zrewidowała teorię i po czterech miesiącach włóczęgi tak wygląda zawartość mojego plecaka.

Alturysta_ciuchy 1Przede wszystkim polecam kupno sakw na ubrania, nasze kupiliśmy w londyńskim Kathmandu. Te drobne gadżety nie tylko porządkują zawartość plecaka, ale też pomagają w szybkim znalezieniu potrzebnych części garderoby. Wystarczą trzy sakwy: jedna duża i dwie małe. Oto pełna lista odzieży:
a.) Sakwa 1 (20 x 25 cm)
– 5 T-shirtów
– T-shirt do spania

b.) Sakwa 2 (20 x 25 cm)
– 4 pary czarnych skarpetek
– 2 pary białych skarpetek
– 5 par majtek
– kąpielówki
– spodenki sportowe do ćwiczeń
– krótkie spodenki
– spodenki piżamowe
c.) Sakwa 3 (35 x 25 cm)
– polar
– dżinsy
– lekkie spodnie dresowe
– koszula z krótkim rękawem
– koszula z długim rękawem
– plastikowe ponczo przeciwdeszczowe
d.) Obuwie:
– buty sportowe
– sandały
– klapki
– czapka z daszkiem
W sumie 42 rzeczy. Dużo, czy mało? Po spakowaniu ciuchy wyglądają tak:

Alturysta_ciuchy 2
Jak już pisałem wcześniej, dobierając ubranie trzeba sprawdzić temperatury i częstotliwość opadów w miejscach docelowych. Ta lista była obszerniejsza w Ameryce Południowej, zwłaszcza w górach, gdzie temperatura spadała czasami do zera stopni Celsjusza. Wraz z lądowaniem w Azji z plecaka zniknęły:
– lekki sweter (ale uzupełniający się z polarem)
– czapka i szalik (potrzebne w Andach),
– lekkie buty górskie do trekkingu
– piżama (w Azji noce są gorące, dlatego korzystam z krótkich bokserek i T-shirtu)
– lekka kurtka przeciwdeszczowa (zostawiona w autobusie w Peru, mimo tak zwanej pory deszczowej zarówno w Ameryce jak i Azji, plastikowe ponczo wystarcza w zupełności).
Po trzech miesiącach podróży trzeba było wymienić spodnie (poszarpane w Chile), krótkie spodenki (poprzednie zżółkły), także niektóre T-shirty nie spełniały wymagań estetycznych. To samo z bielizną, która źle znosi ustawiczne pranie oraz suszenie.
Pranie
Niby sprawa prosta i banalna, ale nie zawsze łatwa do zrealizowania. Po przybyciu do nowego miejsca, pranie jest pierwszą sprawą do załatwienia. Są cztery rozwiazania:
1. Własne pranie – gdy są warunki, najtaniej zrobić to samemu, trzeba jednak mieć co najmniej dwa dni na wysuszenie rzeczy. Czasami jednak klimat jest tak uciążliwy, że pranie zamiast schnąć, gnije. Tak mieliśmy w najbardziej tropikalnych miejscach. Przy odrobinie samozaparcia można prać własnoręcznie, korzystając z profesjonalnej pralnii co parę tygodni, by odświeżyć materiały.
2. Pralnia – w wielu backpacerskich miejscach można skorzystać z tanich pralni, gdzie płaci się za kilogram prania. W Azji kosztuje to do dolara (3 zł) za kilogram i ładunek prania to średnio
2 – 2,5 kilograma na osobę. W Ameryce Południowej jest drożej  do 1,5 dolara za kilogram. Jest to w sumie kwota niewielka, a problem z głowy. (Uwaga, w niektórych krajach, pranie jest suszone na słońcu, dlatego nalezy się liczyć z tym, że rzeczy robią się wyblakłe). Standardowo pranie trwa 24 godziny
3. Pralnia samoobsługowa – popularna w Nowej Zelandii i Australii, oraz na przykład w Kuala Lumpur. Korzysta się z niej wtedy, gdy tradycyjnych pralni nie ma. W tym przypadku proszek trzeba mieć kupiony, płaci się za „wynajęcie” pralki i suszarki. Przykładowo, w hostelu w Nowej Zelandii pralka i suszarka samoobsługowa kosztowały około 4 dolary nowozelandzkie, czyli około 10 zł.
4. Pranie u gospodarzy/ znajomych. Korzystając ze społeczności Couchsurfing mieliśmy szczęście spać u innych podróżników, którzy znali nasze codzienne troski z autopsji. Często nawe nie zdążyliśmy poprosić, gdy padało pytanie: „a pranie chcecie sobie zrobić?”
Wszystko to na pewno brzmi strasznie przerażająco, tak jak brzmiało strasznie i dla mnie przed podróżą. Ale – jak się okazuje – można naprawdę czuć się dobrze i komfortowo mając niewiele mniej niż 50 sztuk odzieży. Niechcący udało się nam zrealizować zasady minimalistycznego stylu życia w praktyce. Wnioski? Po powrocie chciałbym mieć małą szafę na ubrania. Po to, aby nie zacząć obrastać rzeczami jak poprzednio. Myślę, że na miejskie warunki wystarczy tyle ubrań, by spokojnie przetrwać robiąc jedno pranie w tygodniu. Jak wyjdzie w przyszłośc, zobaczymy.
W drugiej części opiszę wszystkie akcesoria niezbędne do podróżowania (włączając te, które wyrzuciliśmy po drodze jako zbędne).

Jak się zapakować na podróż dookoła świata?

Jasna sprawa; inaczej się pakujemy na weekendowy wyjazd nad jezioro, inaczej na weekend w Paryżu z tanimi liniami lotniczymi (ah, te limity bagażu) a inaczej na wczasy na wsi.
Z podróżą dookoła świata jest zupełnie inaczej i jest to jedna z pierwszych kwestii, która zaczyna przerastać każdego planującego taką wyprawę. Zatem pora na parę wskazówek.

1. Nie zapomnieć paszportu i pieniędzy.
To są chyba najważniejsze i najbardziej nieodzowne elementy podróży. Reszta może się zgubić, zostać skradziona albo się po prostu zużyć.

2. Im mniej tym lepiej.
Podróż dookoła świata, jak i każda długoterminowa włóczęga to świetna okazja do wypróbowania filozofii minimalizmy na własnej skórze. Pakować obficie można mając samochód i bagażnik do wykorzystania. W przypadku codziennej konieczności przemieszczania się każdy kilogram się liczy. Cóż, linie lotnicze się nie cackają. W biegu do pociągu w Indonezji każdy kilogram pociągu się liczy. Także, gdy trzeba przejść parę kilometrów zatoczoną hinduską ulicą, każdy dodatkowy gabaryt to problem. Specjaliści od dłogoterminowych podróży zatem proponują kupno plecaka maksymalnie 60 litrowego.

3. Co na dzienne wyprawy?
Specjaliści radzą albo plecaczek, albo torbę zakładaną na bok. Ta druga jest o tyle praktyczna, że pozwala na nieustanną kontrolę i przez to jest trudna do zdobycia przez złodzieji. Plecaczek można nosić na brzuchu i wtedy wygląda się jak przestraszony amerykański turysta na targu a Nairobi. Brakuje jeszcze wielgachnej torby na aparad fotograficzny dynndającej z boku i obowiązkowego pasa z portmonetką ba brzuchu.

3. Trzeba będzie prać.
Mając już 60litrowy plecak trzeba stanąć przed trudną prawdę. Zmieści się naprawdę to co potrzebne. Trochę odzieży, jedna para butów, zestaw bielizny na maksymalnie 4 dni. I to trzeba będzie prać. Codziennie, albo co parę dni. Trzeba przyswoić nie tylko cowieczorny nawyk prania bielizny ale też koszulek i wierzchniej odzieży. Oczywście, co pewien czas można skorzystać z dobrodziejstwa pralki czy pralni ulicznej, a po paru miesiącach i tak trzeba będzie dokonać stopniowej wymiany garderoby. Po pierwsze będziemy mieli dosyć noszenia tego samego podkoszulka miesiącami, a po drugie ustawiczne pranie w różnych warunkach szybko upodobni naszą koszulkę Dolce Gabbana do ściery. I tutaj przechodzimy do kolejnej rady.

4. Markowe nie znaczy dobre.
Z pewnym zadziwieniem obserowałem w moim Aeroflocie grupę Polaków, którzy wracali z jakiejś zorganizowanej wycieczki. Grupa była ubrana prosto jak z pokazu mody Alpinusa, Campusa czy innej marki. Buty gore-tex, kurtki Cordura i zegarki atomowe. Gdy usłyszałem rozmowy, zdębałem, bowiem państwo nie wracali z podboju bazy himalajskiej w Nepalu. Oni spędzili w tych strojach dwa tygodnie w super gorącym Radżastanie. I już sobie wyobrazłem te goretexy wdeptujące w krowie placki, skakające przez rynsztoki i ogólnie spływające potem w trzydzioestostopnioym upale. Proszę państwa, im normalniej i wygodniej tym lepiej. Pamiętajmy tez, że dobre ciuchy w rozwijających się krajach działają jak lep na muchy dla naciągaczy, złodziei i wyludzaczy.

5. Nie bądźmy cyborgami.
OK, jeżeli już się pożegnaliśmy ostatecznie z suszarką do włosów i dalej podążamy swoją minimalistyczną zasadą dochodzimy do wrażliwej kwestii dla maniaków elektroniki i technologii.
Aparat? Lustrzanka cyfrowa? Z torbą i kompletem obiektywów? Jeżeli pracujesz dla National Geographic to tak. W innych przypadkach wystarczy prosta małpa.
Komputer?  A nie wystarczy smartfon albo mały netbook? Na dzień dzisiejszy każdy hostel na świecie ma dostęp do internetu i wifi.
Komórka? ładowarka? to pewnie konieczność. Ale GPS podróżny, budzik, czytnik książek? Dajmy sobie spokój.

6. Lekarstwa.
W podróży może się zdarzyć wszystko. To jednak nie powód by brać wagonu medykamentów. Warto też pamiętać, że i w Indiach i w Inddonezji, jak w wielu innych krajach leki są tańsze niż w Polsce. Ponadto – jeżeli chodzi o te na problemy żołądkowe – te miejscowe działają najlepiej gdyż są przeznaczone do zwalczania właśne miejscowych bakterii. Co warto wziaść na pewno? O tym napiszę w osobnym tekście.

7. Przewodniki.
O klątwie Lonely Planet napiszę osobno, natomiast warto pamiętać, że każdy przewdnik to kolejny kilogram i tona raczej nieużytecznej wiedzy. Jeżeli koniecznie nie potraficie żyć bez książki, polecam albo wersje pdf, do kupienia w sieci, albo wyrwane/ skserowane fragmenty opisujące miejsca, do których się wybieracie. A najlepiej korzystać z internetu. Internet powie wszystko. i jak już pisałem, internet jest wszędzie.

8. Prezenty
No właśnie. A co z paczką wież Eiffela, gipsowymi piramidami i dywanami? Przecież to się nie zmieści! Rozwiązanie jest proste. Jeżeli musimy robić prezenty, lepiej je posyłać na koniec segmentu podróży na adres domowy. Taniej i łatwiej. Jeżeli bezwarunkowo zakochaliśmy się w kilimie na ulicy Jaipuru, albo nie będizemy mogli żyć bez maski weneckiej, czy łuku ze strzałami, problem dostarczenia tego pod wskazany adres zostawmy sprzedawcy, WIększość sklepów w turystycznych rejonach specjalizuje się w wysyłce towarów do klienta, a przy wyższej wartości zamówienia towar może być przesłany gratis.