Archiwa tagu: ocean

Gniew Mac Lira

Zbiera się na sztorm. Wieje coraz gwałtowniej znad Atlantyku. W Corku wiatr znów przekręca wskazówki zegara kościoła na Shandon (chronometr od wieków pokazuje inną godzinę z każdej strony i zwany jest dlatego wielkim kłamczuchem). Jadę nad ocean, zobaczyć jak się burzą ogromy wód. Oceanem według dawnych mitów w Irlandii rządzi Manannán Mac Lir, syn oceanów, na swoim okręcie „Zamiatacz fal”, w niewidzialnym płaszczu z mgły, w płomiennym hełmie mieczu zwanym „mścicielem”. Postać straszna, tak jak ocean był przerażający dla dawnych mieszkańców Irlandii – żywioł karmiący, karzący, nieprzebrany i nieodkryty. Nigdy nie było wiadomo, co się pojawi na horyzoncie – czy to kuter męża powracającego z połowu, czy flotylla piratów, czy kolejni najeźdźcy Emeraldowej Wyspy.
Jadę więc autobusem do Crosshaven, skąd można najszybciej zawędrować do oceanu. Autobus ma pętlę prawie na końcu klifu, paręset metrów stąd jest kamienista plaża z widokiem na ocean. Dzisiaj tutaj pusto, fale ogromne roztrzaskując się na skalistym wybrzeżu, wieje całkiem nieźle, trochę nie słyszę własnych myśli.

Niebo na zachodzie robi się granatowe. Nie widać Mac Lira, w końcu ma niewidzialny płaszcz. Zresztą sama postać króla nie jest za bardzo chętnie poruszana w opowieściach mistycznych, widocznie z respektu. Znacznie częściej rybakom i żeglarzom pojawiają się Dobrzy Ludzie – istoty magiczne ostrzegające przed zła pogodą i kierujące do portu. Są też ponure czółna, którymi sterują upiory potopionych żeglarzy. Zły to omen, należy wrócić do portu i załatwić sprawy niezałatwione, gdyż zobaczenie upiornych czółen oznacza rychłą podróż w Zaświaty na zawsze.

Pogoda w końcu robi się nieznośna, wracam do miasteczka, siadam przy kawie, aby w cieple i spokoju dokończyć ta opowieść. Bo ocean to nie tylko straszne opowieści. To także legendy o nieodkrytych rajskich wyspach: Hy Brasil – Wyspę Miodem Płynącą (widziana często z zachodniego wybrzeża), Immrama (Wyspy Błogosławione). Nic dziwnego, w końcu przez długie wieki to Irlandia była końcem świata, gdzie kończyły się mapy, a zaczynał przestwór oceanu. Było o czym śpiewać w pubach portowych Corku, Gallway i Dublina, gdy Mac Lir szalał gniewem.

Reklamy