Archiwa tagu: Azja

Jak smakują robaki w Tajlandii

Na wieczornym targu w Chanburi, obok tradycyjnych nudli i kurczaka w zupie, znaleźliśmy stoisko z robakami. A dokładnie pasikonikami, dwoma rodzajami chrząszczy (daj boże były to chrząszcze) i dwoma rodzajami stonóg. Wiadomo, ta chwila musiała nadejść, więc się skusiliśmy. Wybrawszy po dwa osobniki z każdego gatunku podaliśmy miseczkę pani. Ona przewróciła oczami i dodała po garści brązowych i białych chrząszczy (nadal mam nadzieje chrząszczy, a nie karaluchów). Potem wrzuciła wszystko do gorącego tłuszczu, dodała mięty, popieprzyła i potrawa gotowa. Strwożeni poszliśmy do domu Annie, naszej gospodyni. O dziwo, ona nie chciała próbować i nigdy nie próbowała. Mam wrażenie, że jedzenie robaków niezbyt arystokratyczne jest w Tajlandii.

Alturysta_robaczki Alturysta_robaczki2

Pierwszy kęs był najtrudniejszy, potem było lepiej. Robaki były tłuste, strasznie pieprzne, o dziwnym smaku chipsów. Najgorsze były pasikoniki, w których nic nie było, było za to dużo niepotrzebnych i działających na wyobraźnię szczegółów anatomicznych.
Parę dni później, w sąsiedniej Kambodży czytałem w The Phnom Penh TImes artykuł o alternatywnych źródłach jedzenia. Między innymi robakach. Okazuje się, że jest ponad 1900 jadalnych insektów na świecie! I że na każdego człowieka lata, pełza i skacze 40 milionów owadów! Insekty są zdrowe, bogate w wapno i mają mało tłuszczu. Artykuł czytałem ze szczególną dumą. Bo ja już wiem. Jak przyjdzie apokalipsa i zabraknie świnek, krówek i kurczaków, ja się jakoś wyżywię!

Reklamy

Dookoła świata – nasza trasa

Nasza trasa była dyskutowana często podczas niemal dwuletniego przygotowywania.Na początku decydująca była cena biletu. Z racji, iż zamieszkiwaliśmy ostatnie lata w Londynie, udało się znaleźć stosunkowo tanią opcję całego biletu za niewiele ponad 10 000zł. Agencja turystyczna, która skompletowała bilet nazywa się http://www.roundtheworldflights.com. Porównywaliśmy wiele ofert, między innymi opcje biletu w One World i StarAlliance, były one droższe nawet o 80% od naszej agencji. Potem już powstała lista miejsc, które postanowiliśmy zobaczyć tym razem:
– Ameryka Południowa – Peru, Boliwia, Chile (bo nigdy nie byliśmy na tym kontynencie, no i oczywiście czas Machu Picchu, Amazonka, Andy i piękne krajobrazy Boliwii).
– Nowa Zelandia (tutaj był obowiązkowy przystanek, więc planujemy zobaczyć Północną Wyspę, z wulkanem Tongariro, gorącymi źródłami no i piękne plaże Paihii).
– Australia (w ograniczonym zakresie, niestety jeden tydzień w Australii to trzy tygodnie w Azji, dlatego będzie to tylko tygodniowa przerwa w Sydney)
– Azja Południowo  – Wschodnia (Singapur, Malezja, Tajlandia, Kambodża, Wietnam, Myanmar, Laos  – tutaj plany są najbardziej mgliste, ale na pewno chcemy zrobić kółko po Indochinach).
Ważnym ograniczeniem była nasza decyzja o nie odwiedzaniu USA, z powodów wiadomych: nie chciało się nam żebrać Wielkiego Brata o wizy (których pewnie byśmy nie dostali) i musieliśmy lecieć przez Amerykę Południową, co nieznacznie podrożało koszt biletu.
Po paru mailach do naszej agencji udało się ustalić listę portów lotniczych, które odwiedziliśmy na naszej drodze. Ostatecznie lista przystanków wyglądała następująco:
Londyn – Lima (podróż lądowa) Santiago de Chile – Auckland – Sydney – Singapur (podróż lądowa) Bangkok – Hong Kong – Londyn.
Jak widać, do pierwotnych założeń udało nam się dorzucić w tej samej cenie biletu wizytę w Hong Kongu. Jak i w przypadku Sydney – będzie to tygodniowy pobyt.

Mapa z naszym planem znajduje się tutaj:
https://mapsengine.google.com/map/edit?mid=zojuIYtBux-w.k0H3YUA3_HkA

mapa dookola swiata