Archiwa kategorii: Dookoła świata

Co się gubi, co się znajduje (2)

Pisałem w poprzednim poście o przedmiotach, których znikanie w czasie podróży narobiło problemów. Nie tylko zmieniała się zawartość plecaka, zmieniała się też świadomość, co teraz – po trzech latach – z niejakim smutkiem sobie przypominam.

Wydawało się, że to tak łatwo stać się znowu wolnym. Wolność, brak powiązania z codziennymi obowiązkami tak łatwo wchodzi w nawyk!

Wydawało się też, że wszędzie jest tak blisko, że świat jest naprawdę wioseczką. Pamiętam, jak siedząc w porcie Sydney wydawało mi się, że to tak bliziutko. Siedząc ze znajomymi w Phnom Penh planowaliśmy kolejne odwiedziny, a Bangkok wydawał się tak samo odległy jak Warszawa. nic bardziej mylnego. Nie limituje budżet, limituje te 26 dni wolnego w roku, które w wolnym kapitalizmie istota ludzka ma do wykorzystania.

Im więcej domów odwiedziliśmy w różnych krajach, tym bardziej problemy świata wydawały się jednolite. Brak demokracji w Malezji, bezrobocie w Argentynie, postkolonializm w Boliwii – mają te same odpowiedniki dookoła świata. Historia lubi się powtarzać nie tylko w czasie, ale też w przestrzeni, w różnych odstępach i różnym nasileniu. Dopiero po powrocie do ojczyzny, lokalne troski wyrosły jak pokrzywy i zasłoniły resztę świata.

Długie podróżowanie też pokazuje jak się świat zmienia, jak kotłuje i jak rodzaj ludzki nie ma ochoty spocząć i pożyć trochę w pokoju. Dawniej spokojny Egipt, teraz niebezpieczny. Hong Kong – zamieszki, Turcja – zamachy, równolegle tworzą się nowe dyktatury i reżimy, upadają inne, jak ostatnio w Myanmarze i na Kubie. A pośród tej paskudnej polityki zwykli ludzie: przyjaźni Arabowie, kulturalni Rosjanie, nowocześni Hindusi, zrelaksowani i otwarcie na świat Turcy, bogaci Tajowie. Zaprzeczający obrazowi, który serwują dzienniki telewizyjne.

Im dłużej się podróżuje, tym bardziej nudne stają się kolejne muzea i zabytki UNESCO, najciekawsze stają się zwyczaje, podglądnięte niuanse, spróbowana nowa potrawa, usłyszana opinia. Podróżowanie wyostrza zmysły.

I ostatnie – raz połkniętego bakcyla podróżowania nie da się już wytępić ani perspektywą „naszej małej stabilizacji”, ani marzeniem o domku z basenem, ani chęcią zapomnienia. Kto raz stał się Włóczykijem, będzie nim na zawsze.

Reklamy

Co się gubi, co się znajduje (1)

Trzy lata temu spędziliśmy dwa dni w pięknym mieście Arequipa poszukując zasilacza do notebooka, który został w hostelu nad Amazonką. Sprawa niby prosta – wchodzi się do pierwszego sklepu elektronicznego i prosi o „cargador para el computadora”, płaci się i sprawa załatwiona. Nie tak łatwo. Okazało się, że typów „cargadorów” są tysiące, nasz notebook wyjątkowo ma niepasujący rozmiar wtyczki oraz amperaż, w porównaniu do lokalnego asortymentu. Oddaliliśmy się zatem od historycznego i przenudnego Plaza de Armas i zagłębiliśmy w dzielnicę uniwersytecką, mijając sklepiki z książkami do algebry i szukając kolejnych sklepów elektronicznych. W Ameryce Południowej handel grupuje się branżami (identycznie było w Limie), więc wiadomo było, że jak mijamy ósmą drukarnię, to elektronika może być blisko, ale jak wchodzimy w aleję sklepów z manekinami sklepowymi i wózkami inwalidzkimi, do ładowarki daleko. W końcu udało się znaleźć podejrzanie błyskający zasilacz (działający do dziś), ale zabrakło czasu już na Wąwóz Colca i inne lokalne atrakcje. Odwiedziliśmy za to co najmniej dwa lokalne kawiarnie i zjedliśmy lokalne „tortos artisticos” – superkremowe ciastka, które ładniej wyglądają niż smakują, ale w podróży nie dba się o dietę.

Strat po drodze było więcej, ale w 100% były to przedmioty zgubione przez nas: poprzez roztargnienie, pośpiech albo przez oba czynniki naraz. Szukaliśmy zatem w La Paz kurtek (jacketas para lluvia), które zostały w autobusie Huaraz-Lima. W Argentynie były poszukiwania coś w zamian za bluzę zostawioną na drzwiach hostelu w Sucre. W Wietnamie szukałem kolejnych koszulek po tym, jak lokalna pralnia pomyliła wszystkie rozmiary i oddała komplet odzieży w innym rozmiarze.

Po tych spektakularnych stratach wprowadziliśmy obowiązek robienia czeklisty przy każdym opuszczaniu hostelu/ hotelu/ mieszkania. Sprawdzamy więc:

  1. paszporty
  2. pieniądze
  3. karty kredytowe
  4. ładowarki
  5. szuflady
  6. przestrzeń pod łóżkiem
  7. to, co zostało w łazience
  8. to, co wisi na drzwiach od łazienki

i w drogę!

Dookoła świata – jak zaplanować budżet

Budżet i rozsądne trzymanie wydatków to pierwszy krok to sukcesu w długoterminowym podróżowaniu. Mając już znaczny kawał podróży za nami, można powiedzieć, że udało nam się trzymać w finansowych ryzach, dlatego warto podzielić się naszym doświadczeniem.

Alturysta_money

Teraz szczegóły, dla ułatwienia będę pisał wszystkie wydatki na jedną osobę. Na nasz budżet składały się:
1. Bilety lotnicze – trasa Londyn – Lima (po powierzchni) Santiago – Auckland – Sydney – Singapur (po powierzchni) Bangkok – Hong Kong – Londyn kosztowała 10000 zł. Do tego trzeba doliczyć dolot i powrót do Polski, tanimi liniami lotniczymi koszt to maksymalnie 500 zł od osoby (ale może być gorzej, trzeba rezerwować z wyprzedzeniem)
2.Ubezpieczenie na czas podróży (182 dni) kosztowało 700 złotych. Kupowaliśmy w brytyjskim Columbus Direct, ale oczywiście trzeba kupować w tym kraju, gdzie ma się podstawową opiekę zdrowotną.
3.Na wizy do Kambodży, Wietnamu, Laosu i Myanmaru zarezerwowaliśmy około 400 zł na osobę.
4. Koszt komórki i abonament Skype – około 50 zł miesięcznie.
5. Koszty podróży w poszczególnych krajach. To był składnik oznaczony największym ryzykiem. po godzinach poszukiwań w internecie udało mi się wypracować średni koszt podróży i życia w danych krajach. Dla poszczególnych krajów wyniósł on:
Peru – 660 zł na osobę/ tydzień plus wycieczka do Machu Picchu około 800 zł
Boliwia – 680 zł na osobę/ tydzień, wliczając wycieczkę na solne jeziora Uyuni
Chile – 1270 zł na osobe/ tydzień
Nowa Zelandia – 1920 zł na osobę / tydzień
Australia (tylko Sydney) – 1200 zł na osobę/ tydzień
Singapur – 1100 zł na osobę/ tydzień
Malezja/ Tajlandia/ Kambodża  – 850 zł/ osobę/ tydzień
Wietnam/ Laos – 735 zł na osobę na tydzień.
Hong Kong – 1220 zł na osobę/ tydzień.
Obliczenia są proste: ilość tygodni w danym kraju pomnożona przez kwotę bazową kształtowała końcowy budżet. Stworzona w ten sposób tabelka pomogła nam też ustalić planowany czas pobytu w każdym kraju. Fakty były okrutne: jeden tydzień podróży w Nowej Zelandii czy Australii to prawie trzy tygodnie w Ameryce Południowej czy w Azji. Dlatego po części nasza nowozelandzka podróż była taka szkicowa i wyrywkowa. Nie ma problemu, wrócimy tam na emeryturę 🙂
Założenia do naszego budżetu:
– podróżujemy we dwójkę, nocując głównie w budżetowych hotelach, w pokojach dwuosobowych. Czasami ten nocleg kosztował tylko 18 zł za pokój (w Kambodży), ale czasami pozwalaliśmy sobie na większe luksusy typu hotel trzygwiazdkowy z basenem.
– korzystamy z Couchsurfingu ile się da. Mieliśmy szczęście do znakomitych gospodarzy w Peru, Argentynie, Chile, Nowej Zelandii, Australii, Singapurze, Tajlandii i Kambodży, co nam pozwoliło zaoszczędzić WIELE.
– jemy głównie budżetowe uliczne jedzenie, ale raz na parę dni zanurzamy się w rozkoszy restauracyjnego jedzenia. Ponadto w Chile, Argentynie, Nowej Zelandii i Australii wiele posiłków jadamy w domu, robiąc zakupy w marketach.
– nie szalejemy z atrakcjami. To znaczy: nie wahamy się odwiedzić ciekawego muzeum, ale już zastanowimy się przed wydaniem 600 zł na skok z samolotu w Nowej Zelandii, czy nad 100 zł na bilet na zoo w Sydney.
– dzwonimy wyłącznie przez Skype (internet obecnie jest wszędzie, w najbardziej dziwnym hostelu), ale wysyłamy też smsy do rodziców, kiedy trzeba.
– podróżujemy budżetowymi środkami komunikacji, czyli głównie autobusami.
– nie szalejemy z taksówkami, rykszami i motocyklami, korzystając z nich w ostateczności.
– imprezujemy mało, czyli bardziej jedno piwo na dwa dni niż każda noc w najdroższym kasynie w mieście. Wyjątkiem była Ameryka, gdzie nie kosztować  miejscowego wina byłoby grzechem.
– oprócz jednego lotu z Amazonki (Iquitos) do Limy, który zaoszczędził 7 dni podróży, nie korzystamy z transportu lotniczego poza naszym wykupionym biletem dookoła świata.
– robimy mało zakupów, oprócz ton kartek pocztowych do rodziny i znajomych. Może zaszalejemy z drobnymi upominkami pod koniec podróży, ale ograniczona pojemność bagażu i konieczność targania dobytku przez następne miesiące skutecznie oduczyła nas robienia nadmiernych zakupów.
I teraz pora na kwotę: na sześć miesięcy podróży na jedną osobę wyszło około 1350 złotych na tydzień na osobę.

Do tego należy doliczyć wydatki nie związane z podróżą:

6. Koszty mieszkań, kredytów w Polsce – to trzeba wziać pod uwagę , na szczęście w naszym przypadku ta kwota była równa prawie zeru, gdyż wszystko było wynajęte.
7.Koszty „operacyjne” po powrocie z podróży – parę miesięcy na szukanie pracy, generalnie trzeba mieć jakieś oszczędności, by nie wrócić spłukanym kompletnie.

Na koniec porównanie planu z rzeczywistością. Jest lepiej, niż myśleliśmy. Po 5 miesiącach jesteśmy średnio 15-20% poniżej naszych założeń.
Czy możnaby wydawać mniej? Oczywiście; najtańsza prycza w dormitorium w hostelu to około 3 dolary (9 złotych) w Azji. Najtańszy obiad w niektórych miejscach to pół dolara (1,5 zł). Pytanie tylko pozostaje, jak długo można jeść ryż z warzywami trzy razy dziennie? Obcinając koszt muzeów, wycieczek, drobnych luksusów możnaby zaoszczędzić jeszcze więcej. Pytanie jest jednak: czy warto? Jeżeli chcesz zwiedzać świat i biedować, nie wysypiać się w studenckich dormitoriach, jeść ryż i noodle na okrągło, omijać muzea i inne atrakcje – zaoszczędzisz.
Z drugiej strony, mijaliśmy na swojej drodze sporo podróżników ze znacznie bogatszym budżetem. Oni mieli w menu na przykład safari w Kenii, Wyspy Wielkanocne, Patagonię i trzy miesiące na ccampingu w Nowej Zelandii. Gdy podróż wydawała się za długa, turyści z „wyższej półki” latają samolotem, jedzą w wyszukanych restauracjach i rezerwują lepsze hotele poprzez agencje turystyczne.
Wszystko jedno jaki masz budżet. Jest jeden mianownik wszystkich podróżujących: i ci niskobudżetowi, i ci ze „średniej półki” i ci najbogatsi nie żałują ani centa wydanego na poznanie świata.

Dookoła świata – pakowanie (3) – technikalia i amulety

W pierwszej części artykułu o pakowaniu można się dowiedzieć o ciuchach: http://wp.me/p32MLw-h6

W drugiej części opisałem wszystkie akcesoria, jakie zapakowałem, włączając lekarstwa i kosmetyki. http://wp.me/p32MLw-he

W trzeciej odkrywania zawartości mojego plecaka pora na sprzęt elektroniczny (i nie tylko)

Alturysta_technczne
Moja lista wygląda następująco:
– Kosmetyczka na techniczne rzeczy
– Notebook ACER Aspire ONE wraz z myszką i zasilaczem.
Tutaj jest wiele zdań, głównie przemawiającymi za pozostawieniem PC w domu. W naszym przypadku komputer służy do pisania tekstów na bloga, obróbki zdjęć i dźwięków i ich archiwizacji, do przeglądania internetu i do czytania przewodników w formacie pdf. Na dzień dzisiejszy więcej osób podróżujących posiada komputer, albo tablet, niż go nie ma. Także hostele rezygnują ze stanowiska komputerowego na rzecz darmowego Wifi. W wielu kawiarenkach internetowych komputery są tak zawirusione, że strach otworzyć pocztę, a co dopiero konto bankowe. Moim zdaniem komputer może być zastąpiony przez tablet (oby był Skype). Odradzam też kupowanie i zabieranie najdroższego sprzętu. iPad Apple wygląda niezwykle stylowo w środku amazońskiej dżungli, ale z tańszym modelem będziesz spał spokojniej.
– słuchawki do Skype. Wystarczą najtańsze możliwe.
– 2 pen drive, do archiwizacji zdjęć i dźwięków. Dwa razy wysłaliśmy część pamiątek do Polski i wtedy dołączyliśmy elektroniczną kopię dotychczas zrobionych materiałów.
– komórka Nokia 1280 z ładowarką. Najprostsza, ale posiada budzik i latarkę.
– komórka HTC Desire z ładowarką (nie działająca). Ponieważ oprócz polskiej karty SIM mam też angielską, smartfon był przydatny. Ponieważ w pewnym momencie wysiadła bateria (a kupienie nowej kosztowało krocie), telefon przestał być przydatny. Teraz uważam go za niepotrzebny zbytek. Nie muszę sprawdzać Internet w każdej restauracji i uaktualniać status na FB.
– dysk przenośny WD My passport. Średnio co dwa tygodnie zgrywam zdjęcia i dźwięki. Dysk przenośny trzymam też w innym plecaku niż komputer, aby zdywersyfikować niebezpieczeństwo utraty wszystkich danych.
– przejściówka uniwersalna do różnych wtyczek (część sprzętu mamy z brytyjskimi wtyczkami). W Azji (oprócz Malezji i Singapuru) pasują wszystkie wtyczki, w Ameryce Środkowej, Australii i Nowej Zelandii wtyczki są inne, najlepiej kupić na lotnisku po wylądowaniu.

Zestaw fotograficzny. Używaliśmy wprawdzie wcześniej lustrzanki Nikkon D40, ale wybraliśmy model ze stosunkowo dobrą  optyką, ale kompaktowy Nikon Coolpix 9300 (na zdjęciu niedziałający już Nikon Coolpix 9100) z dwoma bateriami i ładowarką do baterii z kartą SD. Duży aparat jest nieporęczny, ciężki i irytujący na dłuższą metę, ponad to podróżnik wędrujący z dużym obiektywem jest łatwym kąskiem dla złodziei. Coolpix 9300 można włożyć do kieszeni i szybko zrobić zdjęcie w momencie, kiedy duży aparat byłby jeszcze wyplątywany z plecaka. Oczywiście – mały rozmiar aparatu to kompromis na jakości.
Inną sprawą jest fakt, że normalne aparaty nie są zaprojektowane na działanie codziennie przez miesiące, w deszczu, brudzie, wietrze i piasku. Nasz Coolpix 9100 zgrzytał już w Nowej Zelandii, nowy model kupiliśmy w Kuala Lumpur.
– mini statyw i pokrowiec do aparatu

Zestaw do nagrywania dźwięku. Tą część może większość turystów normalnie pominąć. Nagrywam dźwięki od pięciu lat i kolekcjonowanie muzyki ulicy, odgłosów przyrody, czy wreszcie szumu morza jest elementem podróżowania. Dlatego do listy doszły:
– urządzenie nagrywające Zoom H4 z kartą SD z osłoną przeciwwiatrową
– 4 baterie paluszki z ładowarką
Na koniec lista sprzętu, który moim zdaniem należy zostawić w domu (bez względu co mówią reklamy):
– ipad. Słuchanie muzyki w czasie podróży odcina cię od rzeczywistości, lepiej zostać w domu i słuchać twoich bitów przez kolumny. Jeżeli jednak musisz, to skorzystaj z odtwarzacza MP3 w komórce.
– iphone. Moim zdaniem drogi, stresochłonny, szybko się rozładowujący i przyciągający uwagę,
– GPS/ nawigacja samochodowa. Brzmi odkrywczo, ale jeżeli masz już smartfona czy tablet, masz też GPS, na dodatek z lokalną mapą.
– aparat przeciw komarom. Działa świetnie w Polsce, ale nie działa w miejscach, gdzie braki prądu są na porządku dziennym. Spirale na komary działają mimo prądu.

To tylko lista – szkielet, do tego dochodzą dokumenty:
– paszport,
– karty płatnicze, pieniądze
– notatki, książki aktualnie czytane, przewodniki, pamiątkowe bilety z różnych miejsc

No i na koniec mam garść amuletów, które sprawują duchową opiekę nad podróżą.

Alturysta_amulety
– słonik i szekla, którą dostałem od Rodziców
– Figurka Pachamamy kupiona na targu czarownic w Boliwii, czuwając nad szalonymi kierowcami całego świata
– medalionik ze świętym i Chrystusem, którą dostaliśmy w Limie od studentów
– Tiki, dobry bożek z Nowej Zelandii, daje dobre myśli na podróż
– Pikachu jest patronem przygód azjatyckich i był elementem tortu jedzonego z okazji połowy naszej podróży.
– lista jest otwarta, pewnie niebawem trafi tutaj Budda i Ganesha.

Dookoła świata – pakowanie (2) – akcesoria

Część pierwsza listy pakowania: http://wp.me/p32MLw-h6

Gdy zacząłem kompletować listę potrzebnych podróżniczych akcesoriów, włosy mi stanęły dęba. Po pierwsze, listy chętnie udostępniane przez producentów gadżetów spowodowałyby spory uszczerbek w budżecie już na początku podróży. A po drugie – nie widzę, jak bym znalazł na nie miejsce w swoim bagażu. Zacznę od najważniejszego – od plecaka.
Podążając za internetowymi radami wybrałem plecak o pojemności 55 + 5 litrów i uważam to za bardzo dobry wybór.  Zauważam natomiast prawidłowość – im większy plecak tym więcej rzeczy w środku (tak, naturalna skłonność do gromadzenia rupieci), tym ciężej się poruszać po mieście w temperaturze +35, tym ciężej go włożyć i wyjąć z bagażnika autobusu i tak dalej. Plecak jest firmy Blacks (kupiony w promocji za około 200 zł), ale nie przywiązywałbym się do firmy, a co najważniejsze – nie inwestowałbym w super drogi sprzęt. Twój plecak będzie rzucany, szurany po podłodze, wieziony w nieszczelnych bagażnikach, może zamoknąć na łodzi i może na niego nasikać małpa, czy krowa usiąść. Jeżeli się plecak popsuje, zawsze jest legendarna srebrna taśma, którą można użyć, albo można kupić nowy plecak w cenie o połowę niższej niż w Polsce.
Do chodzenia po mieście i na krótkie wycieczki wybrałem torbę do noszenia na bok o wymiarach około 15 x 30 cm. Mieści się w niej książka (przewodnik), aparat fotograficzny, urządzenie do nagrywania dźwięku, grzebień (a co, nie?) i płaszcz przeciwdeszczowy.
Natomiast na duże podróże mam większy plecak, około 25 litrów, w którym jest miejsce na kocyk, przewodnik, jedzenie na podróż i wyżej wymienioną torbę.  W przypadku tak zwanych „dużych podróży” posiadanie TYLKO dwóch przedmiotów jest kluczowe, gdyż tylko w ten sposób można zapobiec kradzieży/ zgubieniu swoich rzeczy.
Pora na listę akcesoriów.

Alturysta_ascesoria

Jak już wspominałem, większość z nich nie musi być kupiona w specjalistycznych sklepach, zacznę od tych, które doradzam kupić „lepsiejsze”.
– pas na pieniądze. KONIECZNY i jeden z niezbędnych sposobów na trzymanie swoich rzeczy bezpiecznie. Najlepszy jest pas bawełniany, z małą ilością plastiku, dlatego nie warto na nim oszczędzać.
– ręcznik podróżny – z mikrofibry – musi być wielkości średniego ręcznika plażowego i musi szybko schnąć. Większość hosteli zapewnia ręczniki, więc będzie on używany okazjonalnie, ale przydaje się w wielu budżetowych miejscach.
– prześcieradło typu „mumia” do podejrzanych pościeli i do hosteli, które nie zapewniają pościeli. Musi być bawełniane i łatwe do zapakowania.
– zestaw pierwszej pomocy. Mądrze dobrany i skompletowany.
Pozostałe akcesoria nie muszą być kupione w specjalnie firmowych sklepach, polecam zachowanie rozsądnego stosunku jakości do ceny.
– mata do yogi – przydaje się do ćwiczeń, ale też w przypadku gdy trzeba nocować na podłodze. Przydaje się też do transportu obrazów i plakatów, które nie zmieszczą się do plecaka.
– torba materiałowa na pranie i brudne rzeczy
– mały kocyk (do zimnych autobusów i pociągów, a także jako wspomożenie podczas zimnych noclegów)
– kubek metalowy – do robienia herbaty i zupek chińskich. Gdy nie ma śniadania w hostelu, kubek nadaj się do robienia owsianki (gdy da się kupić mleko i owsiankę)
– latarka na czoło – przydała się na razie dwa razy
– karty – wozimy, ale jeszcze się nie nauczyliśmy grać w karty
– ścierka do naczyń, nóż, widelec, łyżka
– grzałka. Typowo polski wynalazek, ale jakże praktyczny, zwłaszcza w miejscach, gdzie napoje kosztują dużo. Czasami miło wypić rumiankową herbatę do snu.
– notes i kalendarzyk (nie pokazany na zdjęciu)
– zapalniczka (i spirale na komary)
– zatyczki do uszu (na głośne hostele i autobusy z muzyką ludową)
– nakładka na oczy (na podróż)
– kłódka na szyfr – potrzebna w niektórych hostelach, gdzie można korzystać z sejfów, podobnych do szafek w szatni WF.
– sznurek (do wieszania prania), najlepiej jutowy, z 5 metrów długości.

Do akcesoriów warto dodać też najbardziej nieodzowne lekarstwa:
– paracetamol
– lekarstwo na chorobę lokomocyjną (gdy ktoś potrzebuje)
– tabletki do ssania na ból gardła (po klimatyzowanych pociągach i autobusach)
– tabletki na rozwolnienie – te najbardziej skuteczne – będą potrzebne zwłaszcza gdy tragedia się zdarzy bezpośrednio przez podróżą, albo np. na Machu Picchu. W wielu problematycznych żołądkowo krajach, np.w Indiach lepiej kupić miejscowy środek w lokalnej aptece, lepiej działa na miejscowe problemy.
– sole mineralne, konieczne na uzupełnienie elektrolitu po problemach żołądkowych
– środki na malarię – o tym napiszę szerzej w osobnym tekście.
– DEET – najskuteczniejszy środek na komary,
Ostatnim elementem akcesoriów były nasze środki kosmetyczne. Tutaj było łatwiej, gdyż można było dzielić większość rzeczy. W przypadku jednej osoby lista wyglądałaby następująco:
– mydelniczka z mydłem. Wróciliśmy do tradycji, mydło zużywa się wolniej niż preparaty w płynie, łatwiej też i ekonomiczniej je używać w czasie podróży.
– szampon. Kupowany co parę tygodni.
– szczoteczka do zębów i pasta do zębów
– nici dentystyczne
– pianka do golenia (wystarcza nam średnio na 2 miesiące), maszynki do golenia jednorazowe
– krem po goleniu, krem pod oczy (odrobina luksusu się należy a co).
– pałeczki do uszu,
– dezodorant
– olejek do opalania
– pomadka do ust (konieczna w Ameryce Południowej, na zimną pogodę).
– szczypczyki do paznokci
– papier toaletowy – co najmniej dwie rolki

Na koniec lista rzeczy, które wyrzuciliśmy, bo były nieużyteczne, albo zupełnie irracjonalnych pomysłów, którymi są raczeni podróżujący przez firmowe sklepy. Na to szkoda pieniędzy i kręgosłupa:
– duża latarka
– poduszka podróżna dmuchana. W większości samolotów rozdają firmowe poduszki. Jeżeli lecisz Ryanairem, to lądujesz i tak za półtora godziny, a zasnąć się nie da z powodu ustawicznych głośnych komunikatów.
– poduszka podróżna materiałowa. Kupiliśmy i wyrzuciliśmy już w Azji. Proszę państwa, cały świat ma poduszki, a jak nie ma, to ma się polar, który można zwinąć o podłożyć pod głowę.
– korek uniwersalny do zlewu. Ulubiony przez przewodnik Lonely Planet i cytowany wszędzie. Prać można w zlewie i bez korka, trzeba tylko pewnej sprawności.
– tabletki do dezynfekcji wody. Woda po ich użyciu smakuje jak z basenu, więc żadna to przyjemność. Poza tym, wodę w butelkach można kupić obecnie wszędzie na świecie.
– kocherek gazowy kempingowy. W większości przypadków nie musisz nawet gotować, ponieważ jedzenie na ulicy jest tańsze niż produkty które byś musiał kupić na obiad.
– śpiwór. Jeżeli jest potrzebny na np. wycieczki górskie, można śpiwór pożyczyć w agencji turystycznej. Poza tym kompletnie nieprzydatny
Na koniec tej części rada: jak sprawdzić czy ma się odpowiednią ilość bagażu. Zapakuj swoje plecaki, ubierz pełny ekwipunek, po czym przespaceruj się 20 minut po okolicy, wejdź schodami na trzecie piętro i parę razy zdejmij i załóż plecak. Ten test powinien pokazać, czy masz za dużo bagażu, czy nie. Oto zdjęcie zapakowanych plecaków.

Alturysta_widok 2 Alturysta_widok1

W trzeciej części tekstu omówię najbardziej kosztowne drobiazgi: sprzęt techniczny. No i dodam parę zdań o niezbędnych w podróży amuletach.

Dookoła świata – pakowanie (1) – ciuchy

Jedną z naszych wątpliwości przed podróżą było pytanie, jak się można w ogóle spakować w tak długą podróż. Pamiętam moje próby „podróżowania lekko”, które kończyły się 20-kilogramową walizką. Pamiętam też weekendowe wyjazdy samochodem, podczas których pakowanie i rozpakowywanie bagażnika ze wszystkich akcesoriów trwało więcej niż podróż. W przypadku dalekich podróży korzystaliśmy z wielu zagranicznych stron internetowych, blogów i przewodników i w końcu stworzyliśmy własną listę rzeczy do spakowania. Ogólnie mówiąc zastosowaliśmy kilka zasad pomagających dobrać dobry zestaw odzieży i akcesoriów:
1. Sprawdź klimat w miejscu podróży. Jeżeli jedziesz w tropiki, nie bierz wełnianej czapki.
2. Dobierz warstwy ubrania według zasady „na cebulkę”. Podczas podróży po boliwijskim płaskowyżu temperatura w nocy spadała poniżej zera, ja nosiłem po dwa T-shirty, koszulę, sweter, polar i kurtkę. W Indochinach wystarczy jedna koszulka i krótkie spodenki przez większość czasu.
3. Pamiętaj, że rzeczy się szybko niszczą, blakną i się gubią. Nie bierz wartościowych ubrań, raczej praktyczne. Ponadto część ubrań można zostawić pod koniec podróży (miejscowi się ucieszą) i mieć więcej miejsca na prezenty!
4. To nie czas na goretexy, super membrany i buty jak na zdobycie Himalajów. Pamiętaj, że każdą brakującą część garderoby kupisz i w Azji i w Ameryce Południowej za połowę polskiej ceny.
5. Zostaw Louis Vitton i Dolce Gabbana w domu. Łącznie z super mądrymi zegarkami i koliami z diamentami. Nie jedziesz z rosyjską wycieczką do Hurghady. Im jesteś skromniej ubrany, tym mniej czepiają się Ciebie naciągacze, tym mniej zachęcasz złodziei do działania.
6. Nie bierz za dużo butów. My wprawdzie wzięliśmy specjalne trapery do chodzenia po górach, ale obciążały niezmiernie plecak i po pewnym czasie nabrały strasznego smrodku. Jedna para zakrytych butów wystarczy. Do tego ewentualnie sandały, albo klapki (jeżeli potrafisz wędrować kilometrami w klapkach).
Podróż zrewidowała teorię i po czterech miesiącach włóczęgi tak wygląda zawartość mojego plecaka.

Alturysta_ciuchy 1Przede wszystkim polecam kupno sakw na ubrania, nasze kupiliśmy w londyńskim Kathmandu. Te drobne gadżety nie tylko porządkują zawartość plecaka, ale też pomagają w szybkim znalezieniu potrzebnych części garderoby. Wystarczą trzy sakwy: jedna duża i dwie małe. Oto pełna lista odzieży:
a.) Sakwa 1 (20 x 25 cm)
– 5 T-shirtów
– T-shirt do spania

b.) Sakwa 2 (20 x 25 cm)
– 4 pary czarnych skarpetek
– 2 pary białych skarpetek
– 5 par majtek
– kąpielówki
– spodenki sportowe do ćwiczeń
– krótkie spodenki
– spodenki piżamowe
c.) Sakwa 3 (35 x 25 cm)
– polar
– dżinsy
– lekkie spodnie dresowe
– koszula z krótkim rękawem
– koszula z długim rękawem
– plastikowe ponczo przeciwdeszczowe
d.) Obuwie:
– buty sportowe
– sandały
– klapki
– czapka z daszkiem
W sumie 42 rzeczy. Dużo, czy mało? Po spakowaniu ciuchy wyglądają tak:

Alturysta_ciuchy 2
Jak już pisałem wcześniej, dobierając ubranie trzeba sprawdzić temperatury i częstotliwość opadów w miejscach docelowych. Ta lista była obszerniejsza w Ameryce Południowej, zwłaszcza w górach, gdzie temperatura spadała czasami do zera stopni Celsjusza. Wraz z lądowaniem w Azji z plecaka zniknęły:
– lekki sweter (ale uzupełniający się z polarem)
– czapka i szalik (potrzebne w Andach),
– lekkie buty górskie do trekkingu
– piżama (w Azji noce są gorące, dlatego korzystam z krótkich bokserek i T-shirtu)
– lekka kurtka przeciwdeszczowa (zostawiona w autobusie w Peru, mimo tak zwanej pory deszczowej zarówno w Ameryce jak i Azji, plastikowe ponczo wystarcza w zupełności).
Po trzech miesiącach podróży trzeba było wymienić spodnie (poszarpane w Chile), krótkie spodenki (poprzednie zżółkły), także niektóre T-shirty nie spełniały wymagań estetycznych. To samo z bielizną, która źle znosi ustawiczne pranie oraz suszenie.
Pranie
Niby sprawa prosta i banalna, ale nie zawsze łatwa do zrealizowania. Po przybyciu do nowego miejsca, pranie jest pierwszą sprawą do załatwienia. Są cztery rozwiazania:
1. Własne pranie – gdy są warunki, najtaniej zrobić to samemu, trzeba jednak mieć co najmniej dwa dni na wysuszenie rzeczy. Czasami jednak klimat jest tak uciążliwy, że pranie zamiast schnąć, gnije. Tak mieliśmy w najbardziej tropikalnych miejscach. Przy odrobinie samozaparcia można prać własnoręcznie, korzystając z profesjonalnej pralnii co parę tygodni, by odświeżyć materiały.
2. Pralnia – w wielu backpacerskich miejscach można skorzystać z tanich pralni, gdzie płaci się za kilogram prania. W Azji kosztuje to do dolara (3 zł) za kilogram i ładunek prania to średnio
2 – 2,5 kilograma na osobę. W Ameryce Południowej jest drożej  do 1,5 dolara za kilogram. Jest to w sumie kwota niewielka, a problem z głowy. (Uwaga, w niektórych krajach, pranie jest suszone na słońcu, dlatego nalezy się liczyć z tym, że rzeczy robią się wyblakłe). Standardowo pranie trwa 24 godziny
3. Pralnia samoobsługowa – popularna w Nowej Zelandii i Australii, oraz na przykład w Kuala Lumpur. Korzysta się z niej wtedy, gdy tradycyjnych pralni nie ma. W tym przypadku proszek trzeba mieć kupiony, płaci się za „wynajęcie” pralki i suszarki. Przykładowo, w hostelu w Nowej Zelandii pralka i suszarka samoobsługowa kosztowały około 4 dolary nowozelandzkie, czyli około 10 zł.
4. Pranie u gospodarzy/ znajomych. Korzystając ze społeczności Couchsurfing mieliśmy szczęście spać u innych podróżników, którzy znali nasze codzienne troski z autopsji. Często nawe nie zdążyliśmy poprosić, gdy padało pytanie: „a pranie chcecie sobie zrobić?”
Wszystko to na pewno brzmi strasznie przerażająco, tak jak brzmiało strasznie i dla mnie przed podróżą. Ale – jak się okazuje – można naprawdę czuć się dobrze i komfortowo mając niewiele mniej niż 50 sztuk odzieży. Niechcący udało się nam zrealizować zasady minimalistycznego stylu życia w praktyce. Wnioski? Po powrocie chciałbym mieć małą szafę na ubrania. Po to, aby nie zacząć obrastać rzeczami jak poprzednio. Myślę, że na miejskie warunki wystarczy tyle ubrań, by spokojnie przetrwać robiąc jedno pranie w tygodniu. Jak wyjdzie w przyszłośc, zobaczymy.
W drugiej części opiszę wszystkie akcesoria niezbędne do podróżowania (włączając te, które wyrzuciliśmy po drodze jako zbędne).

Dookoła świata – nasza trasa

Nasza trasa była dyskutowana często podczas niemal dwuletniego przygotowywania.Na początku decydująca była cena biletu. Z racji, iż zamieszkiwaliśmy ostatnie lata w Londynie, udało się znaleźć stosunkowo tanią opcję całego biletu za niewiele ponad 10 000zł. Agencja turystyczna, która skompletowała bilet nazywa się http://www.roundtheworldflights.com. Porównywaliśmy wiele ofert, między innymi opcje biletu w One World i StarAlliance, były one droższe nawet o 80% od naszej agencji. Potem już powstała lista miejsc, które postanowiliśmy zobaczyć tym razem:
– Ameryka Południowa – Peru, Boliwia, Chile (bo nigdy nie byliśmy na tym kontynencie, no i oczywiście czas Machu Picchu, Amazonka, Andy i piękne krajobrazy Boliwii).
– Nowa Zelandia (tutaj był obowiązkowy przystanek, więc planujemy zobaczyć Północną Wyspę, z wulkanem Tongariro, gorącymi źródłami no i piękne plaże Paihii).
– Australia (w ograniczonym zakresie, niestety jeden tydzień w Australii to trzy tygodnie w Azji, dlatego będzie to tylko tygodniowa przerwa w Sydney)
– Azja Południowo  – Wschodnia (Singapur, Malezja, Tajlandia, Kambodża, Wietnam, Myanmar, Laos  – tutaj plany są najbardziej mgliste, ale na pewno chcemy zrobić kółko po Indochinach).
Ważnym ograniczeniem była nasza decyzja o nie odwiedzaniu USA, z powodów wiadomych: nie chciało się nam żebrać Wielkiego Brata o wizy (których pewnie byśmy nie dostali) i musieliśmy lecieć przez Amerykę Południową, co nieznacznie podrożało koszt biletu.
Po paru mailach do naszej agencji udało się ustalić listę portów lotniczych, które odwiedziliśmy na naszej drodze. Ostatecznie lista przystanków wyglądała następująco:
Londyn – Lima (podróż lądowa) Santiago de Chile – Auckland – Sydney – Singapur (podróż lądowa) Bangkok – Hong Kong – Londyn.
Jak widać, do pierwotnych założeń udało nam się dorzucić w tej samej cenie biletu wizytę w Hong Kongu. Jak i w przypadku Sydney – będzie to tygodniowy pobyt.

Mapa z naszym planem znajduje się tutaj:
https://mapsengine.google.com/map/edit?mid=zojuIYtBux-w.k0H3YUA3_HkA

mapa dookola swiata