Szalone rzeczy robimy

Do przeżycia małego szaleństwa nie trzeba wiele: strój kąpielowy, dobra rynna deszczowa i deszcz tropikalny w środku malezyjskiej dżungli Taman Negara. Mając te trzy składniki można zacząć eksperyment. Najlepsze są wieczorne deszcze; orzeźwiające i energetyzujące. Potem wystarczy już tylko stanąć pod rynną… i dać się ogarnąć wodospadowi ciepłej wody. Chociaż w konserwatywnej Malezji można napotkać spłoszone spojrzenia miejscowych, ale myślę, że mała ekscentryczność białego człowieka została mu wybaczona.Violetta Villas podobno myła włosy w deszczowej wodzie, dlaczego więc nie my? Minusem brania każdego prysznica w tropikach jest to, że w pięć minut po wytarciu się ręcznikiem wszechobecny pot pojawia się na nowo, nie ma chwili luksusu.
Drugim razem było jeszcze bardziej szaleńczo. Na plaży w wietnamskim Moi Ne panował codzienny galimatias. Po niebie szaleli kitesurferzy, ze swoimi dmuchanymi latawcami. W morzu pluskali się turyści, korzystając z płaskiej a ogromnej fali. Miejscowi siedzieli w kucki na mokrym pasie plaży odkrytej przez odpływ. Grzebali małe dołki, po czym łapali ślimaki, małże i kraby. Wietnamczycy potrafią znaleźć jedzenie w każdym zakątku swego kraju i potrafią zjeść wszystko co się rusza, z wyłączeniem motocykli.
Tymczasem niebo się zachmurzyło. Instruktorzy kitesurfingu widząc nadchodzący wiatr prędko zwinęli latawce i pozbierali zmoczonych kursantów. Miejscowi pomarudzili trochę, po czym zebrali swoje wiaderka wraz z zebranym surowcem na obiad i małe krzesełka i czmychnęli do swoich chatek. Tylko turyści zostali. My też. A tutaj zabawa na całego. Fala się wzbiera, wiatr duje, no i w końcu mamy deszcz z nieba. Gęsty, silny. Ale to tropiki, więc deszcz ciepły, jak z prysznica. Szalejemy, turlamy się w falach (w wodzie nawet cieplej niż na zewnątrz). Instruktorzy kitesurfingu, miejscowi poukrywani w chatkach patrzą na nas jak na wariatów, my jednak cieszymy się chwilą, jakie to piękne uczucie – woda z dołu, z góry i nawet z boku zacina!

Mui Ne1

Dobra, pora się zbierać, robi się ciemno. Przemykamy przez hotel i mijamy Rosjanina, który dosyć prędko zaczął imprezę. Tak prędko, iż dziewczyna go właśnie zbierała ze stołu. Pora się wytrzeć z deszczu i morskich fal i zachowywać w końcu porządnie, jak na turystę przystało.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s