Chwilo trwaj (w Dalat)

Dalat jest najdziwniejszym odwiedzonym przez nas wietnamskim miastem. Położony w górach, z daleka od skwaru i tropików, z temperaturą wahającą się około 20+C przez cały rok jest niemal rajem na ziemi. W Dalacie się odpoczywa i zapomina o chaosie, pośpiechu i gorącu Wietnamu. Relaksują się nie tylko nieliczni turyści, decydujący się na oddalenie się od standardowej trasy, na wczasy jeżdżą tutaj i Wietnamczycy.

 

Jest w Dalat i replika wieży Eiffla, jest jeziorko z rowerkami wodnymi w kształcie łabędzi, są tandemy do pożyczenia, jest też Dolina Miłości, kiczowaty park z bajkowymi figurami odlanymi w gipsie. Tylko odpoczywać trzeba!
Odpoczywamy i my, w ulicznej kafejce. Uśmiechnięta dziewczyna stawia przez nami kawy, w specjalnych mini-czajniczkach, w których czarny napój spływa spokojnie przez sitko do zagęszczonego mleka. Taka wietnamska latte, na którą trzeba czekać długo. Siedzimy się delektując się skapującymi kroplami, mieszającymi się z mlekiem i obserwujemy ruch na spokojnej ulicy. Do kawiarni z bilardem naprzeciwko przyjeżdża chłopiec z pięcioma skrzynkami piwa na motocyklu, rozładowuje pojazd (trzy skrzynki na siedzeniu z tyłu, po jednej zawieszone z boku motoru), po czym spokojnie idzie zagrać w partię bilarda. Przechodzi kobieta zbierająca złom i puszki; ma dzwonek którym informuje mieszkańców, że można oddać (a pewnie raczej sprzedać) metale do recyklingu. Inna pani zachęca miejscowych do kupienia losów jakiejś loterii (nam nie oferuje niczego, pewnie nie mówi po angielsku, a pewnie nauczona, że białym się nie sprzedaje loterii). Po ulicy przemykają motocyklowe taksówki, dowożąc i rozwożąc pasażerów. Tuż obok nas, na chodniku rozłożyła się kobieta sprzedająca desery – dziwne kolorowe galaretki pozawijane w małe foliowe woreczki. Nastolatki przystają i kupują to chendal (zielone robaczkowate galaretki w mleku kokosowm), czy coś o zupełnie magicznym wyglądzie pomarańczowo-brązowej mazi z zielonymi nitkami wodorostów.
Nasza kawiarnia jest mała i przypomina bardziej garaż; parę ławek, plastikowe krzesełka, lada i telewizor. Właśnie, na niebieskim ekranie leci jakaś lokalna telenowela z Chiń; samuraje, gejsze, poważne miny (wiadomo: bóg, honor, ojczyzna), śmierć, miłosć i łzy. No i zabici (w poprzednich odcinkach) bohaterowie wracający z zaświatów na ziemię i udzielający pouczeń.
Obok nas grupka młodzieży właśnie rozłożyła chińskie szachy i popija kolorowe oranżady.
Inna młodzież przechodzi przez miasto w propagandowej demonstracji; czerwone flagi, jakieś komunistyczne hasła na sztandarach. W środku demonstracji platforma zbudowana na małej ciężarówce, na której – o dziwo – tańczy pluszowa łaciata krowa z różowym prosiaczkiem i Kaczorem Donaldem.
Siedzimy tak, poprawiając co pewien czas poduszki, zamawiamy kolejną kawę i ciastko z kokosem ze sklepu naprzeciwko. Chwilo, trwaj wiecznie!

Rada: Warto się wybrać na wycieczkę po miejscowych atrakcjach, ale tą reklamowaną jako zwiedzanie miasta i okolic. Trasa jest dziwna, skierowana głównie dla Wietnamczyków i – dla zagranicznego turysty – conajmniej surrealistyczna. Ale tylko w Wietnamie można sobie zrobić zdjęcie w kostiumie ostatniego króla Wietnamu, zwiedzić Dolinę Miłości czy odwiedzić plantację truskawek (tak, w Wietnamie truskawki to wielka atrakcja).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s