Jezus Chrystus od pieniędzy i znajomości

„Chcę wam pokazać moją uczelnię” zaproponowała nasza przewodniczka po Tajlandii. Przytaknęliśmy grzecznie, chociaż ostatnią rzeczą jaką chcieliśmy robić było zwiedzanie czegokolwiek w ukropie lejącym się z nieba. Uczelnia nazywała się „Assumption University” i dopiero kiedy minęliśmy ogromną statuę Chrystusa, zorientowaliśmy się, że jest to uczelnia katolicka. Dziwne to  wrażenie w kraju zdominowanym przez buddyzm.

Assumption1

Już sam wjazd na kampus zrobił wrażenie: szeroka droga wzdłuż pięknego parku, po jednej stronie jeziorko, na której zobaczyliśmy rzeźbę przedstawiającą konie biegnące po wodzie (w stylu raczej licheńskim). Na drodze duży korek, bo właśnie się skończyły zajęcia. Jak się okazało, wiele studentów ma własne limuzyny z szoferami, ci biedniejsi korzystają z publicznych minibusów. W środku kampusu, wśród ogromnych budynków dookoła wystrzyżona trawa i ozdobne krzaki i bogaci żakowie czekający na swoje limuzyny pod daszkiem przynoszącym cień. Teren uczelni jest ogromny, gigantyczne gmachy, poprzetykane świętymi figurami i czasami rzeźbą Mozarta czy jakiegoś naukowca. Przed salą gimnastyczną pokaźna statua Jana Pawła II.

„Tą uczelnię kończy każdy, kto chce pracować w wielkim biznesie” – wyjaśnia Annie. „To nie wiadomości, to kontakty są najważniejsze”. Pytam nasza przewodniczkę, czy muszą uczestniczyć w nabożeństwach i mszach, w końcu misja to misja. „Nie, trochę wiemy o chrześcijaństwie” – mówi nasza tajska przewodniczka – „w głównym holu wisi nawet obraz – jak się to nazywa – Ostatnia Wieczerza”.

Assumption2
Stoimy w korku razem z limuzynami studentów i podziwiamy okoliczne akademiki, a raczej bloki z mieszkaniami do wynajęcia. Nazwy mówią wiele „Party Ever” „Bar Code” „VIP Place”. „W niektórych są baseny, to miłe zanurzyć się po zajęciach w basenie” mówi Annie. Jedziemy jeszcze trochę i wracamy do normalnej Tajlandii, z rynsztokami, z biednymi stoiskami z jedzeniem, z biednymi kramikami z odzieżą i warzywami. Jak wszędzie, są miejsca dla wybranych i są miejsca dla pozostałych szaraków.

Rada oczywista: Assumption University chyba nie warto zwiedzać. Za to w Bangkoku radzę zatrzymać się w pobliżu stacji Siam. Stąd jest łatwy dostęp do wielu dzielnic w mieście, blisko to metra, które może nas zawieść na lotnisko czy stację kolejową. Nie polecam Koh San Road, tradycyjnej mekki backpackerów, miejsca nastawionego wyłącznie na zachodnich młodocianych turystów i nie mającego nic wspólnego z prawdziwym Bangkokiem. Ponadto z Koh San Road wydostać się można jedynie taksówką.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s