Hej ho nirwana

„Hej, po co rozdeptałeś tą mrówkę? Jesteś duży chłopiec”. – krzyczy nasza tajska gospodyni Annie – „To czarna mrówka, tylko czerwone gryzą” . Tajlandia jest w 95% buddyjska, więc niekrzywdzenie żywych istot jest mocno wpisane w mentalność. Jak zauważamy, zwierzęta mają się dobrze. Bezdomne parchate psy siedzą na środku chodnika nie gnębione przez nikogo, także koty mają się dobrze, chodząc za swoimi sprawami ze swoimi dziwnie ukształtowanymi ogonami (mówią że to genetyka, ale ja podejrzewam, że coś więcej niż genetyka). Idziemy do centralnej świątyni w Bangkoku – Gold Mount (Złota Góra). Spiralna ścieżka wije się wokół wzgórza, na którym zbudowano pagodę. Na dole ścieżki mnich kąpie trzy Shiatsu – świątynne pieski. Po drodze z głośników sączy się mantra buddyjska, która po tajsku brzmi wyjątkowo dziwnie.

Alturysta_gmountain2

W połowie drogi widzimy taras z dzwonami, w które należy zadzwonić aby zrealizować ukryte życzenia. Na końcu ogromny gong, w który także należy uderzyć. „To po to, aby wbić twoje życzenie głęboko w twoje życie”. Na górze w świątyni Annie składa ofiarę i bierze garść kadzidełek, pączek lotosu i dziwny szary papierek. „Budda nie jest bogiem, ale osobą, której okazujemy szacunek, aby nasze życie też się odmieniło”. Annie klęka i bije pokłony przed posągiem z zapalonymi kadzidełkami, potem wkłada pączek lotosu do wazonu. Wyrzucam mały szary papierek do kosza, ku przerażeniu naszej przewodniczki, która nurkuje i wydobywa go z powrotem. To specjalny papierek, po drugiej jest złota folia, którą przylepimy na inny posąg Buddy. Tak, buddyzm w warstwie kultu nie jest już taki prosty i logiczny jak w warstwie filozofii.
Widzimy też jak inni wyznawcy rozmieniają pieniądze na drobne tajlandzkie bahty i potem wrzucają je, monetę za monetą do stu różnych figurek Buddy rozmieszczonych dookoła świątyni. Uśmiecham się i widzę, że wszystkie religie mają coś wspólnego: ofiary pieniężne na przebłaganie boga, losu, szczęścia.
Już zbieramy się aby zejść w dół, gdy rozpętuje się tropikalna ulewa. Siedzimy w kącie świątyni i obserwujemy kolejnych zmokniętych wyznawców, oraz równie zmokniętych turystów. W międzyczasie przemyka mniszka w białych szatach, gasi część naszych kadzidełek i dyskretnie wyjmuje z wazonu przy ołtarzu pąki lotosu, które przed chwilą złożyliśmy w ofierze Buddzie. Pąki wracają na swoje poprzednie miejsce i za chwile są zakupione przez pobożną tajską młodzież. Recykling w pełnym tego słowa znaczeniu.

gmountain
Deszcz się kończy, schodzimy ostrożnie po marmurowych schodach na dół. Tam czeka nas inna nirwana; przetrwać tajlandzki ruch uliczny, z motocyklistami prującymi pod prąd, z samochodami nie zatrzymującymi się na czerwonych światłach i autobusami nie zważającymi na nikogo. Hej ho nirwana.
Później widzimy biedną niedowidzącą staruszkę sprzedającą obrazy króla i królowej, czczonych prawie na poziomie Buddy. W Tajlandii nie ma emerytur ani ubezpieczenia zdrowotnego. W Tajlandii buddyzm jako religia państwowa świetnie radzi sobie w symbiozie z władzą, podobnie jak w wielu innych krajach.
Zatrzymujemy tuk tuka, czyli motocyklowa taksówka z przyczepką dla pasażerów. Targujemy się długo, bo kierowca zawsze traktuje białych inaczej niż miejscowych i nasza przewodniczka denerwuje się, że musimy płacić trzykrotnie wyższą cenę. Obok inny kierowca tuk tuka uskutecznia najpopularniejszy trick wobec niewiedzących duńskich turystów. „Za darmo was przewiozę, mam darmową benzynę”. Potem biedni turyści zamiast do hotelu trafiają do paru zaprzyjaźnionych sklepów i nie są wypuszczani póki nie zrobią zakupów, z których kierowca ma prowizję. To nas nie dziwi, tak samo jak setki innych trików,  a które muszą być przygotowani turyści. Ale w Tajlandii jak w buddyzmie wszystko jest względne, trzeba tylko się zrelaksować i dać porwać szaleństwu. Hej ho Nirwana.

Świątynny savoir – vivre

Sprawa prosta: zachowujmy się tak jak w rodzimym kościele; z szacunkiem co najmniej. Nie pstrykajmy zdjęć mnichom, osobom modlącym się i posągom. Zdejmujmy buty przed wejściem do świątyni. Jak nie wiemy co robić, usiądźmy gdzieś w tyle świątyni z nogami skrzyżowanymi (wiem, boli) i najpierw obserwujmy co robią miejscowi. W buddyzmie kobietom nie wolno dotykać mnichów, obraźliwe jest też kierowanie stóp w kierunku postaci Buddy, albo innych osób. Nie muszę chyba pisać, że pozowane zdjęcia typu „biję pokłony przed posągiem Buddy/ daję pieniądze tym biednym tajlandzkim dzieciom/ robię sobie zabawne zdjęcia w świątyni” dają tylko świadectwo naszej nietolerancji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s