Jak smakują robaki w Tajlandii

Na wieczornym targu w Chanburi, obok tradycyjnych nudli i kurczaka w zupie, znaleźliśmy stoisko z robakami. A dokładnie pasikonikami, dwoma rodzajami chrząszczy (daj boże były to chrząszcze) i dwoma rodzajami stonóg. Wiadomo, ta chwila musiała nadejść, więc się skusiliśmy. Wybrawszy po dwa osobniki z każdego gatunku podaliśmy miseczkę pani. Ona przewróciła oczami i dodała po garści brązowych i białych chrząszczy (nadal mam nadzieje chrząszczy, a nie karaluchów). Potem wrzuciła wszystko do gorącego tłuszczu, dodała mięty, popieprzyła i potrawa gotowa. Strwożeni poszliśmy do domu Annie, naszej gospodyni. O dziwo, ona nie chciała próbować i nigdy nie próbowała. Mam wrażenie, że jedzenie robaków niezbyt arystokratyczne jest w Tajlandii.

Alturysta_robaczki Alturysta_robaczki2

Pierwszy kęs był najtrudniejszy, potem było lepiej. Robaki były tłuste, strasznie pieprzne, o dziwnym smaku chipsów. Najgorsze były pasikoniki, w których nic nie było, było za to dużo niepotrzebnych i działających na wyobraźnię szczegółów anatomicznych.
Parę dni później, w sąsiedniej Kambodży czytałem w The Phnom Penh TImes artykuł o alternatywnych źródłach jedzenia. Między innymi robakach. Okazuje się, że jest ponad 1900 jadalnych insektów na świecie! I że na każdego człowieka lata, pełza i skacze 40 milionów owadów! Insekty są zdrowe, bogate w wapno i mają mało tłuszczu. Artykuł czytałem ze szczególną dumą. Bo ja już wiem. Jak przyjdzie apokalipsa i zabraknie świnek, krówek i kurczaków, ja się jakoś wyżywię!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s