Cuda kwiecistej propagandy

Jest gorący wieczór, na turystycznym pasażu obok Placu Niepodległości w stolicy Malezji Kuala Lumpur grupa tancerzy wykonuje swój codzienny program artystyczny. Muzyka bębni z głośników, no bo orkiestry nie ma. Stroje piękne, choć pod spodem sukni tancerek ukazują się adidasy i tenisówki. Zespół jest obowiązkowo mieszany etnicznie; jest i ciemnoskóry mieszkaniec dżungli Sarawaku, malajski tancerz, chińska tancerka i pląsająca hinduska. Na koniec pokazu cała grupa tańczy do dosyć nieciekawej piosenki „Jedna Malezja”. „1Malaysia” to obecny hymn propagandowy rządu, który stara się pokazać, że tak różnorodny kulturowo kraj jest rajem na ziemi (i pokazać turystom, że warto przyjeżdżać).

Rządowa propaganda jest zresztą widoczna na każdym kroku. Na pociągach zdjęcia Premiera otwierającego linie kolejowe, na ulicach zatroskany Premier w szkole, Premier z przedszkolakami, Premier z emerytami i rencistami. I kwiaty. Podrównikowy kraj ma tony kwiatów, dlatego kwiaty są wszędzie, włącznie z autobusami i fotografiami rodziny królewskiej i Premiera.
Czy wszystkim żyje się kwieciście? Wchodzę do księgarni i przekopawszy się przez regały kwiecistych romansów i książek o islamie znajduję ukrytą książkę z felietonami Theo, dziennikarza chińskiego pochodzenia. Teksty, pełne frustracji i żalu. pokazują trochę inny obraz Malezji – kraju rządzonego autokratyczni przez większość muzułmańską. Pomijając typowe – powiedziałbym iście polskie – problemy z niedokończonymi autostradami, publicznymi pieniędzmi wywalonymi w błoto, czy łapówkami – dużo żalu Theo wylewa na rosnące nierówności pomiędzy muzułmanami, a mniejszościami chińską i hinduską. Przykłady zamierzonej dyskryminacji można mnożyć, weźmy chociażby rząd tępiący i zamykający farmy wieprzowiny pod pretekstem ochrony środowiska, co prowadzi do wzrostu ceny świniny. To bije wyłącznie w Chińczyków, bowiem hindusi i muzułmani nie jedzą boczku.
Jedna Malezja! – wzburza się felietonista. Nie potrzebujemy propagandy, by dowiedzieć się, że możemy wyznawać swoją religię, jeść kurczaka na słodko i wypić piwo Tiger wieczorem.
Następnego dnia nasz gospodarz zabiera nas do dzielnicy Putrajaya, położonej na obrzeżach stolicy.

Alturysta_kl7

Tutaj lśni wybudowany pałac prezydencki, oszałamia Meczet Centralny, wszystko wielkie, spektakularne. Jednak związek religii (tej jedynej słusznej) z polityką jest aż nadto widoczny. Nawet budynki ministerialne są udekorowane w kwieciste wzory, tradycyjne dla islamu, a niektóre wieżowce mają niebieskie kopułki, jak w meczetach. Kiedy pytam się naszego gospodarza o jego opinię na temat demonstracji, problemów; on się uśmiecha i śmieje z zażenowaniem. Nie daje się wciągnąć w jakiekolwiek dysputy.
Jak to jest z tą Malezją? Trzeba się mocno przekopać przez pokłady kwiecistej propagandy, by poznać prawdę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s