Wino z lodami ananasowymi czyli Santiago

Siedzimy na Cerro de Cristobald i oglądamy niespokojne, kotłujące się w dole miasto. Smog wznosi się do góry i łączy z chmurami schodzącymi z Andów. Cerro de Crostobald jest w większości ogromnym sanktuarium, więc siedząc pod ogromną figurą Dziewicy (która ma na plecach drabinę – widocznie gołębie lubią robić psikusy) staramy się nie słuchać modlitewnego słowotoku, którym raczeni są wszyscy turyści. Ksiądz stoi u stóp figury z mikrofonem bezprzewoddowym i odmawia kolejną dziesiątkę różańca, która bezlitośnie jest transmitowana przez sieć głośników po całym szczycie. Obok nas dwa bezdomne psy albo już ogłuchły od modlitw, albo przywykły do nabożnego głosu, bo śpią w najlepsze.
W dole piętrzą się bloki, biurowce, szklane banki i instytucje handlowe. Tam w godzinie lunchu wąskie uliczki zapełniają się garniturowcami; otyłymi bankierami, ale także uczniami i studentami, którzy po szkole ćwiczą żonglerkę, szkicują budynki czy uczą się grać na flecie. Policjanci ćwiczą musztrę, uliczni sprzedawcy sprzedają lokalny specjał – kompot morelowy z ziarnem pszenicy, a kelnerzy naganiają delikwentów do rozlicznych restauracji.

Alturysta_Chile2b
Dziwne jest Santiago; niby ucywilizowane, ale też narowiste gdy się wejdzie do bocznych uliczek. Miejscami piękne, z budowlami jak w Barcelonie czy Paryżu, a gdzieniegdzie szkaradne i brudne, widać piętno trzesięń ziemi, które przeszły przez miasto.
Wieczór spędzamy z Antonio, naszym gospodarzem, który zabiera nas do lokalnej karczmy. Jako zakąska zimny język krowy w galarecie. Ale najważniejsze jest picie: mamy taramoto, czyli trzęsienie ziemi. Drink dziwny, bo składający się z taniego słodkiego wina, likieru Fernet oraz … lodów ananasowych. Podobno cztery szklanki taramoto potrafią wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi w żołądku.
Czas minął bardzo szybko; przed chwilą targaliśmy plecaki do metra, a już jesteśmy na lotnisku. Chile potrafiło zrzucić złą sławę i dało się polubić. Jego mieszkańcy naprawdę lubią się uśmiechać, kochają pomagać zagubionym cudzoziemcom i lubią przyjezdnych. Wrócimy tutaj kiedyś na kolejne taramoto.

Alturysta_Chile2a

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s