Szaman wie lepiej

Pierwszym przystankiem w Boliwii była Copacabana – małe miasteczko nad Jeziorem Titicaca. Po spacerze po głównym deptakiem kurortu, można dojść do wniosku, że jest więcej turystów niż rodzimych mieszkańców. Ale kilkadziesiąt metrów dalej znajdujemy i lokalny market i nawet coś w rodzaju miejscowej jadłodajni z przepysznymi pstrągami. Rynek, czyli Plaza de Arms jest podobny do spotkanych w Peru: katedra, urząd miejski, poczta, komisariat policji. Wielka śnieżnobiała bazylika zajmuje jedną ścianę placu i przytłacza inne gmachy. To najbardziej popularne miejsce kultu w Boliwii, a do Matka Boska z Copacabany jest główną patronką Boliwii.
Przed katedrą napotykamy kramiki z dewocjonaliami, ale innymi niż w Częstochowie i Łagiewnikach. Tutaj można kupić Matkę Boską w zestawie, w małej kapliczce, z zestawem ubranek, jak kupuje się zestawy dla Barbie. Obok stosy raczej dziwnych rekwizytów modlitewnych; pęczki pieniędzy, małe domki, samochody, mikrobusy i laleczki małych dzieci. Prawie jak w Portugalii, gdzie można spalić w ofierze Bogu, na fatimskim ołtarzu, rękę, nogę serce czy oko (w intencji uzdrowienia).
Po przekątnej rynku, jako uzupełnienie bukietu usług, napotykamy na kramik czarownicy. Nie zaglądamy dokładnie, ale już z przodu straszą wysuszone płody łam, które daje się do fundamentów domów. Czas na drogę krzyżową. Ten procesyjny szlak wije się z miasta na szczyt Kalwarii, niewielkiej górki z której spodziewamy się zobaczyć ogrom jeziora Titicaca. Wspinamy się ostro pod górę, będąc sromotnie deklasowani przez staruszkę, która nas dziarsko wyprzedza, niosąc przy tym wód ładunku na plecach i siatkę z radiem grającym śliczne piosenki. Samo radio przypomina nasze stare Diory i ma chyba 5 kilogramów. W połowie Golgoty zaraz za VII – stacją natrafiamy na polanę na której spotykamy tytułowego aymarskiego szamana.

Alturysta_copaalt

Czarodziej jest w kursie dzieła, odprawiając obrzędy dla młodego małżeństwa z dzieckiem. Mężczyzna pali rekwizyty (obrzęd zwany waxta), woń spalenizny i kadzidła dochodzi do nas. Potem śpiewa pieśń która mimo korzeni aymarskich ma też odwołania do Jezusa i Marii. Potem na.stole ofiarnym pojawia się ogromny różaniec, który całuje młoda para. Na końcu Szaman wyjmuje lokalne piwo „Judas”, które wstrząsa przed otwarciem, po czym polewa obficie fontanną piany otoczenie, siebie i swoich klientów. Resztę piwa konsumuje już ze szklaneczek, siedząc na murku z młodymi, pogodnie gaworząc. Idziemy dalej drogą krzyżową. Na szczycie oprócz kapliczek jest kolejne kilkanaście ołtarzyków i paru szamanów czekających na pielgrzymów. W Copacabanie, jak i w całej Boliwii sacrum miesza się z profanum i tworzy konglomerat wierzeń i zabobonów. Może to jedyny rozsądny sposób w odległym kraju rozpostartym pomiędzy mroźnym i ubogim Altiplano a wilgotnymi i tropikalnymi nizinami? Porzucając rozmyślania socjologiczno – religioznawcze rozkoszujemy się widokiem na jezioro Titcaca. A widok jest piękny; na dole Copacabana, a dalej już tafla wody, ogromna iż końca nie widać. Nie dziwne, że Boliwiańczycy uznają ten ogrom wody za miejsce magiczne, i w aymarskim i katolickim rozumieniu.

Alturysta_altturcopa2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s