Ulewa w Huaraz

Luzuriaga, główna ulica Huaraz, była zatłoczona i zakorkowana jak każdego popołudnia. Każdy miał coś do załatwienia, kupienia, przehandlowania. Wieśniaczki przyjechały z gór i dumnie paradowały w dziwacznych kapelusikach i szerokich spódnicach. Wszystkie witryny były otwarte; tutaj notariusze wypisywali listy urzędowe na maszynach do pisania, tutaj pani zaczęła dzielić świeżo upieczonego kurczaka, tutaj jajka przepiórcze do połknięcia w biegu, obok restauracja z Menu Turistico (4 sole) i Menu Executivo (8 soli). Wśród tego bałaganu staruszek z tacą sprzedawał galaretki w kubeczkach, a pod arkadami odpoczywała wieśniaczka z prawdziwą lamą. Bezdomne psy urządziły sobie orgię pod figurą Pana Jezusa na skrzyżowaniu, a bezdomny chłopiec spał w najlepsze na trawniku. W parę minut wszystko się zmieniło.
Z początku zaczęło kropić, mżyć; góralki rezolutnie wyciągnęły z kieszeni torby foliowe, po czym założyły je sobie na swoje kapelusiki, wyglądając jeszcze bardziej nieziemsko. Deszcz zaczął się wzmagać, grzmotnęło gdzieś w Kordylierach. Potem już ruszyła nawałnica.
Sklepikarze zapobiegawczo przesunęli towary bardziej do środka lokalów, pani ze świnką pieczoną przetoczyła towar pod arkady ciągnące się wzdłóż całej ulicy. Podobnie jajka przepiórcze, galaretki i notariusze czmychnęli w suche miejsce.
Lokalny aptekarz szybko zwinął wielce obrazową reklamę pokazującą jak się leczy hemoroidy i pryszcze, a księgarz schował egzemparze „Historii biblijnych”, „Post kapitalizmu” i „Przepowiedni 2013 roku”.
Tymczasem rozpadało się na dobre. Ulica najpierw zaczęła pokrywać się wodą, by już po paru minutach przekształcić się w rwący potok. Tłum zgromadzony pod arkadami patrzył ze spokojem, choć nie bez obawy. Dziecko sprzedawczyni jajek przepiórczych zaczęło histerycznie płakać. Lama nastrożyła się i obserwowała otoczenie z głębokim niepokojem. Tymczasem strumień zmienił się w rzekę, motocyklowe taksówki przestały zważać na światła, starając się przebrnąć rzekę z ostatnimi pasażerami. Chwilę później na ulicy zostały tylko taksówki, walczące ze strumienim wody.

Alturysta_Huaraz ulewa
Cała – zgromadzona przymusowo – publiczność wstrzymała oddech, gdy rwąca woda zaczęła się przlewać przez krawężnik i zalewać restaurację, w której już nie sprzedawano Menu Turistico za 4 sole i Mnu Executivo za 8 soli. Cała załoga szmatami właśnie uszczelniała drzwi.
Ulewa ulewą, ale Huaraz ma bogatą historię ciągłych zmagań z naturą. Trzęsienia ziemi, lawiny błotne i powodzie. Z trzech stron świata góry, niektóre z nich to sześciotysięczniki z wiecznymi pokrywami lodowymi, uciekać nie ma gdzie w razie kataklizmu. Taki los spotkał wioskę Youngay, na którą spadła lawina błotna z Huarascan. Ponad połowa z 30 tysięcznej populacji nie przeżyła tego kataklizmu.
Tym razem Natura dała spokój miasteczku Huaraz. Po kilkunastu minutach rzeka płynąca główną ulicą zamieniła się w rzeczkę, potem w strumyk  potem w kałużę, przez którą mieszkańcy zaczęli się przeprawiać, skacząc i pławiąc. Kilka minut później wyszło słońce i rozjasniło piękne góry dookoła, wychodzące z mgły. Tylko zamoczone wycieraczki i smugi błota przypominały o małej katastrofie, z której tym razem bez szwanku wyszło miasto.

Huaraz – górska miejscowość położona na wysokości 3052 m.npm., około 400 km od Limy. Druga po Nepalu mekka zapalonych (i mniej zapalonych) górzystów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s