Trzy oblicza Limy

1. Dzielnica Callao była i jest portem, tutaj zaczynać się mogą tysiące żeglarskich opowieści. Niestety w czasie kolonizacji przez Hiszpanię to miejsce kojarzy się peruwiańczykom z tonami inkaskiego złota wywożonego do Barcelony i Madrytu. ‚Kiedyś kradli nasze złoto, a mimo to teraz sami mają problemy’ – mówi nasz gospodarz, z dumą opowiadający o dynamicznym rozwoju Peru i o coraz liczniejszych kryzysowych hiszpańskich emigrantach szukajacych pracy w Limie. Stąd w Callao pokolonijne budowle przypominające do złudzenia te z Półwyspu Iberyjskiego. Teraz ta dzielnica jest biedna; w dawnych kamienicach kolonialnych przedsiębiorców znajdują się kasy zapomogi, a miejscowi ustawiają się po zasiłki. Świeci południowe słońce, spokój dookoła, a mimo to coś złowrogo wisi w powietrzu. Wysokie mury posesji, metalowe bramy, czasami elektryczne ogrodzenia zakładów przemysłowych.

Alturysta_wiel1 Alturysta_wiel3

Alturysta_wiel2

Łapiemy busa do Miraflores. Bus się nazywa Święta Maria i przez kilka kilometrów łamie kilkanaście przepisów o ruchu drogowym ścigając się wściekle z busem Serce Jezusa. Bileterzy wykrzykują nazwy przystanków, wciągają prawie w biegu nowych pasażerów i popędzają tych wysiadających zbyt wolno. Budynki robią się wyższe, w końcu jedziemy wśród wieżowców.
2. Miraflores jest inne; nowoczesne, pełne apartamentowców, biur i bogatych hoteli. Najbardziej znany punkt widokowy znajduje się w centrum handlowym, pełno dookoła brytyjskich i amerykańskich expatów, pracujących w pobliskich biurowcach. Można powiedzieć: bezduszne blokowisko. Ale niecodzienny nastrój w Miraflores zapewniła mgła; ta słynna mgła Limy, która otacza i przytłacza miasto przez całą zimę. Mgła przywoływana przez wielu pisarzy, między innymi Alfrede Echenique, który porównał ją do brzucha zdechłego wieloryba. Dzięki mgle bezduszne Miraflores zrobiło się miejscem trochę magicznym i nieodgadnionym.

Alturysta_wiel4

Alturysta_wiel5

Wystarczy, łapiemy trzęsący się wiekowy autobus do Barranco.
3. W Barranco dawniej spotykała się tu bohema i artyści, teraz widać głównie dzieci szkolne bawiące się na głównym placu, surferów ze wszystkich stron świata i paru amerykańskich turystów. Jacyś zagubieni trampowie sprzedają branzoletki zrobione z blachy po konserwach, inni w dredach próbują zarobić muzykowaniem na widokowym moście westchnień. Kręcą się zrozpaczeni fotografowie z Polaroidami, którym era fotografii cyfrowej zredukowała zarobki. Robi się ciemno, młodzież wraca z plaży, surferzy podążają do barów, kruki krążą nad nami kracząc przeraźliwie, gdzieś w krzakach wrzeszczą papugi.

Alturysta_wiel6 Alturysta_wiel7Trzy dzielnice oceaniczne Limy, trzy różne historie położone nad tym samym Oceanem Spokojnym. Pacyfik szumi melodyjnie, jakby usypiając do snu. Tylko rozmieszczone metodycznie tablice ewakuacyjne z kierunkami ucieczki w przypadku tsunami przypominają, że do oceanu należy ostatnie słowo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s