Prawie jak w domu

W cerkwi jest trochę jak w domu. Kościóły prawosławne są przytulne, nawet te wielkie katedralne mają w sobie ciepło i intymność. Już z zewnątrz różnią się od kościółów katolickich – strzelistych, wyniosłych, bojowych i twardo trzymających straż nad miastem czy wioską. Cerkwie są inne; złote kopuły, kolorowe, we wzory, gwiazdki czy księżyce, bardziej przypominają jakiś wystawny deser niż miejsce modlitwy. Też jak w domu, mają swój zapach, zwyczaje i mieszkańców. W środku jest ciemno, wybijają się tylko złocenia ikon i świeczników, panuje przedziwny zapach kadzidła różanego i lawendowego.

Alturysta_Cerkiew1
Już przy wejściu wita nas babka cerkiewna w Cerkiewnej Ławce, sprzedająca świeczki i święte obrazki. Pani ma ważną minę i typowo po rosyjsku się nie uśmiecha. W samym środku więcej się zwiedza niż przebywa jak w katolickim kościele. Tutaj jest widoczny ten ortodoksyjny związek człowieka z obrazem świętym. Wierni wchodzą, żegnają się kilka razy (tak porządnie, od podłogi do sufitu) i potem zaczynają pielgrzymkę dookoła świątyni, od obraza do obraza. Przed specjalnie ważnymi świętymi pali się świeczki, przed niektórymi wierni przystają na dłużej, czasami przytulają się do ramy, jakby chcieli im powierzyć swoje troski i kłopoty. Z tyłu czeka armia babek cerkiewnych, które wyrzucają dopalone świeczki, dbają o porządek i pilnują świętego nastroju. Czasami siedzi też ochroniach, ważny niezmiernie, niczym woźny w szkole. Po nabożeństwie babki cerkiewne wyciągają metalowe skrobaczki i inne chemiczne preparaty i szlifują marmurową podłogę, aby lśniła odpowiednio. Odkurzają obrazy i fornirują ramy.
Jak król zjawia się pop i śpiewa, błogosławi i odprawia śwęte czynności za uchylonym tylko częściowo dla śmiertelnych ikonostasem. Wszystko robi wrażenie obrzędu uporządkowanego, spokojnego a jednocześnie niezmiernie osobistego i żarliwego, trochę jak przy rodzinnym obbiedzie każdy ma swoje miejsce i swoją funkcję.
Najbardziej lubię odwiedzać cerkwie pod wieczór, kiedy wnętrze jest rozświetlone tylko świeczkami, w środku ciepło i przytulnie, wierni odprawiają swoje modły, gdzieś w oddali pop śpiewa swój akatyst, a ja stoję obcy (się przeżegnać bym porządnie, po prawosłanie nie potrafił), ale tolerowany. To trochę zwodnicze, bo kosciół prawosławny ma podobną historię nietolerancji, mowy nienawiści i wszczynania wojen jak prawie każda inna religia świata. Ale tak to jest z religiami, że ilekroć widzi się malownicze zewnętrzne obrzędy można zapomnieć o niezbyt człowieczym przesłaniu, które jest głoszone wśród pięknych ikon, dostojnych śpiewów i oparów kadzidła. Może więc dobrze że nie wiem, o czym prawi pop.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s