Jak się zapakować na podróż dookoła świata?

Jasna sprawa; inaczej się pakujemy na weekendowy wyjazd nad jezioro, inaczej na weekend w Paryżu z tanimi liniami lotniczymi (ah, te limity bagażu) a inaczej na wczasy na wsi.
Z podróżą dookoła świata jest zupełnie inaczej i jest to jedna z pierwszych kwestii, która zaczyna przerastać każdego planującego taką wyprawę. Zatem pora na parę wskazówek.

1. Nie zapomnieć paszportu i pieniędzy.
To są chyba najważniejsze i najbardziej nieodzowne elementy podróży. Reszta może się zgubić, zostać skradziona albo się po prostu zużyć.

2. Im mniej tym lepiej.
Podróż dookoła świata, jak i każda długoterminowa włóczęga to świetna okazja do wypróbowania filozofii minimalizmy na własnej skórze. Pakować obficie można mając samochód i bagażnik do wykorzystania. W przypadku codziennej konieczności przemieszczania się każdy kilogram się liczy. Cóż, linie lotnicze się nie cackają. W biegu do pociągu w Indonezji każdy kilogram pociągu się liczy. Także, gdy trzeba przejść parę kilometrów zatoczoną hinduską ulicą, każdy dodatkowy gabaryt to problem. Specjaliści od dłogoterminowych podróży zatem proponują kupno plecaka maksymalnie 60 litrowego.

3. Co na dzienne wyprawy?
Specjaliści radzą albo plecaczek, albo torbę zakładaną na bok. Ta druga jest o tyle praktyczna, że pozwala na nieustanną kontrolę i przez to jest trudna do zdobycia przez złodzieji. Plecaczek można nosić na brzuchu i wtedy wygląda się jak przestraszony amerykański turysta na targu a Nairobi. Brakuje jeszcze wielgachnej torby na aparad fotograficzny dynndającej z boku i obowiązkowego pasa z portmonetką ba brzuchu.

3. Trzeba będzie prać.
Mając już 60litrowy plecak trzeba stanąć przed trudną prawdę. Zmieści się naprawdę to co potrzebne. Trochę odzieży, jedna para butów, zestaw bielizny na maksymalnie 4 dni. I to trzeba będzie prać. Codziennie, albo co parę dni. Trzeba przyswoić nie tylko cowieczorny nawyk prania bielizny ale też koszulek i wierzchniej odzieży. Oczywście, co pewien czas można skorzystać z dobrodziejstwa pralki czy pralni ulicznej, a po paru miesiącach i tak trzeba będzie dokonać stopniowej wymiany garderoby. Po pierwsze będziemy mieli dosyć noszenia tego samego podkoszulka miesiącami, a po drugie ustawiczne pranie w różnych warunkach szybko upodobni naszą koszulkę Dolce Gabbana do ściery. I tutaj przechodzimy do kolejnej rady.

4. Markowe nie znaczy dobre.
Z pewnym zadziwieniem obserowałem w moim Aeroflocie grupę Polaków, którzy wracali z jakiejś zorganizowanej wycieczki. Grupa była ubrana prosto jak z pokazu mody Alpinusa, Campusa czy innej marki. Buty gore-tex, kurtki Cordura i zegarki atomowe. Gdy usłyszałem rozmowy, zdębałem, bowiem państwo nie wracali z podboju bazy himalajskiej w Nepalu. Oni spędzili w tych strojach dwa tygodnie w super gorącym Radżastanie. I już sobie wyobrazłem te goretexy wdeptujące w krowie placki, skakające przez rynsztoki i ogólnie spływające potem w trzydzioestostopnioym upale. Proszę państwa, im normalniej i wygodniej tym lepiej. Pamiętajmy tez, że dobre ciuchy w rozwijających się krajach działają jak lep na muchy dla naciągaczy, złodziei i wyludzaczy.

5. Nie bądźmy cyborgami.
OK, jeżeli już się pożegnaliśmy ostatecznie z suszarką do włosów i dalej podążamy swoją minimalistyczną zasadą dochodzimy do wrażliwej kwestii dla maniaków elektroniki i technologii.
Aparat? Lustrzanka cyfrowa? Z torbą i kompletem obiektywów? Jeżeli pracujesz dla National Geographic to tak. W innych przypadkach wystarczy prosta małpa.
Komputer?  A nie wystarczy smartfon albo mały netbook? Na dzień dzisiejszy każdy hostel na świecie ma dostęp do internetu i wifi.
Komórka? ładowarka? to pewnie konieczność. Ale GPS podróżny, budzik, czytnik książek? Dajmy sobie spokój.

6. Lekarstwa.
W podróży może się zdarzyć wszystko. To jednak nie powód by brać wagonu medykamentów. Warto też pamiętać, że i w Indiach i w Inddonezji, jak w wielu innych krajach leki są tańsze niż w Polsce. Ponadto – jeżeli chodzi o te na problemy żołądkowe – te miejscowe działają najlepiej gdyż są przeznaczone do zwalczania właśne miejscowych bakterii. Co warto wziaść na pewno? O tym napiszę w osobnym tekście.

7. Przewodniki.
O klątwie Lonely Planet napiszę osobno, natomiast warto pamiętać, że każdy przewdnik to kolejny kilogram i tona raczej nieużytecznej wiedzy. Jeżeli koniecznie nie potraficie żyć bez książki, polecam albo wersje pdf, do kupienia w sieci, albo wyrwane/ skserowane fragmenty opisujące miejsca, do których się wybieracie. A najlepiej korzystać z internetu. Internet powie wszystko. i jak już pisałem, internet jest wszędzie.

8. Prezenty
No właśnie. A co z paczką wież Eiffela, gipsowymi piramidami i dywanami? Przecież to się nie zmieści! Rozwiązanie jest proste. Jeżeli musimy robić prezenty, lepiej je posyłać na koniec segmentu podróży na adres domowy. Taniej i łatwiej. Jeżeli bezwarunkowo zakochaliśmy się w kilimie na ulicy Jaipuru, albo nie będizemy mogli żyć bez maski weneckiej, czy łuku ze strzałami, problem dostarczenia tego pod wskazany adres zostawmy sprzedawcy, WIększość sklepów w turystycznych rejonach specjalizuje się w wysyłce towarów do klienta, a przy wyższej wartości zamówienia towar może być przesłany gratis.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s