Dom moją twierdzą…

…mówi Anglik i z hukiem zatrzaskuje za sobą drzwi odcinając się w ten sposób od świata ciekawskich. Brzmi niewiarygodnie? Niestety, ale to prawda. Aby przekroczyć próg przysłowiowego Smitha trzeba być albo członkiem jego rodziny albo jego bardzo bliskim znajomym. Dla pozostałych nawet najbardziej fajnych kolegów i koleżanek domowe pielesze są nieosiągalne.

W Londynie jestem już od ponad roku i nadal nie było mi dane nawet zaglądnąć do brytyjskiego domu. Z opowieści wiem tylko, że w takim typowym housie nie może zabraknąć kominka, sofy i telewizora. To zestaw obowiązkowy. Reszta zmienia się w zależności od statusu społecznego właściciela lub jego gustu. Zarówno przed i za domem obowiązkowo musi znaleźć się coś, co szumnie można nazwać ogródkiem. Tyle, że ten frontowy pełni funkcję pokazową i korzystanie z niego jest traktowane na równi z zamachem na właściciela, a ten, nazwijmy go, „tylni” jest zaledwie dobrze utrzymanym trawnikiem o wymiarach nie przekraczających 10 metrów kwadratowych.

Posiadanie twierdzy jest tak głęboko zakorzenione w świadomości mieszkańców Wysp, że wychodząc z domu Anglik, aby nie czuć się osaczony, robi wszystko, żeby taką twierdzę sobie na prędce zbudować. Najlepiej obserwacje „twierdzowe” jest robić w metrze, gdzie każdy, dosłownie każdy zajęty jest okopywaniem się. Oczywiście zasada ta nie dotyczy turystów i tzw. grup tymczasowych – studentów z obcych krajów, pracowników sezonowych a nawet zmywaków. Na próżno zatem szukać wśród Brytyjczyków przyjaznego spojrzenia i miłego uśmiechu. Na dobre słowo, oprócz mechanicznie wypowiadanego Im sorry, też nie ma co liczyć. Każdy bowiem schowany jest za murami.

Trzeba przyznać, że Anglicy do perfekcji opanowali sztukę budowania. Znakomita większość, aby schować się przed oczami wścibskich, korzysta z iPodów, mp3-jek lub oldschoolowych Walkmanów na kasety magnetofonowe. Wielu wystarcza zwykły telefon z grą, bądź Blackberry, czyli minikomputer i telefon w jednym. W całkiem niezłej sytuacji są przedstawicielki płci pięknej, które zawsze mogą wyciągnąć z torebki lusterko i grzebień by zająć się poprawianiem tego, co skutecznie psują londyńskie przeciągi. Mężczyznom pozostają nowinki technologiczne typu minitelewizory lub całkiem spore zestawy do słuchania muzyki. Dla tych, którzy z techniką są na bakiery i wolą tradycyjne środki komunikacji są książki, albumy, komiksy lub po prostu darmowe gazety, rozdawane przechodniom w milionach egzemplarzy.

A’ propos, w przypadku gazet można mówić o swoistym wyjątku. Gazety doskonale osłaniają nas od świata. Jednak chwilowy właściciel gazety nie będzie oburzony, jeśli uszczkniemy sobie troszkę z jego twierdzy i zerkając ukradkiem przez jego ramię przeczytamy o tym, czy o owym. Warto dodać, że przy dobrym rozłożeniu gazety jednocześnie może z niej korzystać nawet pięć osób (po dwie z każdej ze stron). Tak jak wspomniałem gazeta jest jednak tylko wyjątkiem potwierdzającym teorię twierdzy. Twierdzy, do której nawet dźwięki z trudnością docierają. Kiedy bowiem przez megafon ostrzegają nas, że pociąg dziś nie pojedzie bo na torach są liście – nikt nawet nie drgnie. Podróżni podobnie jak małe dzieci, jeszcze bardziej zasłaniają się gadżetami udając, że ich nie ma. I nie ma się co dziwić. Pani z megafonu jest gdzieś na zewnątrz a my w swoich dobrze obudowanych fortecach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s