Cztery stopnie upośledzenia turystycznego

Z pewnością wiele osób może się teraz obrazić, ale zapewniam, że przeszedłem przez wszystkie etapy opisywane przeze mnie i nadal uważam, że indywidualną sprawą każdego jest decyzja ile spontaniczności, a ile zorganizowanej komercji ma zamiar mieć w czasie swoich wakacji.

Pierwsza grupa to resortowi pisarze reklamacji. Najszersza grupa, obejmująca wszystkie narody świata. Kupują wczasy na wyprzedażach, targują się do ostatniej złotówki nie czytając tego co piszą biura w katalogach i małym drukiem pod umową. Po czym zamiast spędzić dwa tygodnie w relaksie i błogości, piszą reklamacje. Bo za daleko od plaży. Bo za blisko do szosy. Bo za leżaki trzeba płacić. Bo woda w morzu brudna. Piramidy za małe, a wieża Eiffla zatłoczona.
Na pisarzy nie ma rady, żadne biuro nie dogodziło wszystkim, więc może warto wybrać się samemu?

Druga grupa to wyznawcy Lonely Planet – najpopularniejszej na świecie serii przewodników. Wyznawcy traktują przewodnik jak biblię i robią to, co karze autor. Nawet jak oznacza to jazdę na rowerze po górzystym hinduskim Bundi w 40-stopniowym upale, wstawanie w środku nocy w celu zobaczenia „jedynego niepowtarzalnego wschodu słońca” – razem z tysiącem innych turystów, czy zjedzenie dania w restauracji, która zdążyła poczuć magię sławy i daje jeść źle i drogo.

Trzecia grupa to nowocześni kolonizatorzy, którzy uważają że bycie turystą zwalnia od respektowania lokalnych zwyczajów, wierzeń. I tutaj mamy Japończyka pozującego na drodze pokutnej w Fatimie, wśród modlących się osób. Mamy tysiące przedstawicielek narodów zachodnich ubranych w najkrótszą spódniczkę i obcisły stanik na ramiączkach w środku muzułmańskiego kraju i dziwiące się, że nie zostały wpuszczone do meczetu. Mamy też francuzów siadających na ołtarzykach ofiarnych i robiących sobie zdjęcia, mimo iż parę minut temu miejscowi palili na owych ołtarzykach kadzidełka i się modlili. Coż, zawsze można powiedzieć, że jest się z tej BARDZIEJ ROZWINIĘTEJ zachodniej kultury, w której wszystko można.

Ostatnia grupa to złapani w sieci. I do tej ostatniej grupy zmywaki właśnie mogą zaliczyć siebie. Po miesiącach spędzonych na studiowaniu przewodników i forów, nauczywszy się pobieżnie wszystkiego co trzeba, znając nawet nazwy miejscowych bogów i starając się poznać nie od strony owczego pędu kierowanego przez przewodniki, wpadamy bez przerwy w te same turystyczne pułapki. Piszę tutaj o niezliczonych emporiach handlowych, restauracjach tylko dla turystów i trasach, na których nie spotka się lokalnego mieszkańca.

Tak się stało też w Yogyakarcie. Z pięknej, kolorowej ulicy skręciliśmy do restauracji, która okazała się sprytnie zastawioną turystyczną pułapką. Sama nazwa  – Smaki Azji – powinna już wzbudzić podejrzenia. Tak samo, za wyszukane dekoracje czy ugrzecznieni kelnerzy powinny zapalić światło ostrzegawcze. Nie stało się tak. Siedzieliśmy więc przy modnym stoliku i próbowaliśmy przełknąć starawe potrawy, obserwując innych białych, złapanych jak my.

Z tej opowieści wynikają 4 przykazania dobrego turysty:

1. Naucz się miejsca do którego jedziesz zanim do niego trafisz.
2. Nie wierz bezgranicznie przewodnikom.
3. Szanuj lokalną kulturę, nawet jak się z nią nie zgadzasz.
4. Jadaj w miejscach, do których ustawiają się kolejki miejscowych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s