Bollywood z londyńskiej strony

Modny hinduski przemysł filmowy, z polskiego punktu widzenia wygląda niezwyle kolorowo i jak nic innego chwyta za serce. Po roku pobytu w Londynie, w którym więcej niż co dziesiąty jego mieszkaniec pochodzi z Indii, nabrałem zupełnie innego spojrzenia. Związki Wielkiej Brytanii z Indiami, mimo zniesienia kolonializmu, są nadal bardzo żywe. Zacznijmy od brytyjskiego dania narodowego – chicken tika masala (kurczak curry), zaczerpniętego prosto z Półwyspu Hinduskiego choć zupełnie tam nieznanego. Wspomnę wspólny sport – krykiet, którego popularność bije rekordy zarówno w Londynie jak i Mumbaju. No i dodam, że mimo zmian ustroju, Elżbieta II jest także królową Indii.

Nie ma co się dziwić, że Londyn jest ziemią obiecaną dla milionów Hindusów, Pakistańczyków, mieszkańców Sri Lanki i Bangladeszu. Wiza do Wielkiej Brytanii to przepustka do lepszego świata. Na Wyspach zarabia się kilka razy więcej, a w porównaniu z najbiedniejszymi wioskami Indii, nawet kilkanaście razy więcej. Wspomina o tym arcyciekawa książka Moniki Ali „Brick Lane”. Ponoć szczęśliwcy osiedlający się w Londynie otrzymują listy od całej wioski (łącznie z sołtysami), z prośbami o wsparcie finansowe. Hiduscy Londonerzy chwalą się za to swoimi meblościankami w wynajmowanym pokoju, które są namacalnym dowodem na awans społeczny. Inwazja Hindusów trwa od lat kolonijnych, stąd są oni już całkiem nieźle wchłonięci przez multikulturową stolicę. Trudnią się oni głównie handlem (słynne „idę kupić chleb do Hindusa na rogu”), usługami, pracami mniej wykwalifikowanymi. Chociaż z biegiem lat, coraz większy procent uchodźców z Półwyspu Indyjskiego przebija „szklany sufit” i awansuje, zarówno w biznesie jak i administracji. Uczą się londyńskiego akcentu, chłoną zwyczaje i zapewne następne pokolenie będzie już miało brytyjski paszport i nienaganny akcent. Wchłonięcie przez obcy kraj nie oznacza odcięcia się od swoich korzeni. Widać to dobrze na ulicach, gdyż Hindusi nie boją się nosić wilobarwnych odświętnych strojów, Sikhowie chodzą w charakterystycznych turbanach, a Muzułmanie zapuszczają brody i podążają na modlitwy, jak to robili ich przodkowie.

I tu pojawia się ta gorzka nuta Bollywoodu. Mianowicie, nawet kompletne przeniesienie do nowoczesnego społeczeństwa nie zmienia mentalności i nie wymazuje starych uprzedzeń. Rodziny imigrantów mogą zachować swoje zwyczaje w całości, włączając w to wielożeństwo i łamanie podstawowych praw kobiet. Pisze o tym Monika Ali, ale spotkałem się z tym też w pracy. Abdul, hinduski muzułmanin w wieku dwudziestu kilku lat czeka na wiadomość od rodziców, którzy mają mu znaleźć w Indiach żonę. Było już kilka kandydatek, ale niestety rodzice przyszłej młodej pary się nie dogadywali się i nie dochodziło do zaręczyn. (Tu małe wyjaśnienie – indyjscy muzułmanie muszą zapłacić rodzinie panny młodej, ci wyznania hinduskiego płacą rodzinie pana młodego.) Z przyszłymi kandydatkami Abdul kontaktuje się przez Skype i maila, bo do Indii przyjedzie dopiero na ślub, jak już będzie wszystko załatwione. Nie wspominaj o Abdulowej egzegezie wielożeństwa (trzeba po prostu więcej kochać i mieć więcej pieniędzy, to duża odpowiedzialność mieć parę żon). O tym opowiada właśnie „Brick Lane”. Optymistyczne, że bohaterka książki zdołała się wyzwolić i usamodzielnić. A ile jeszcze kobiet, spośród półmilionowej społeczności, nie opuszcza w ogóle swoich mieszkań komunalnych, żyje wyłącznie wśród rodziny i krewnych, nie znając języka, miasta, zwyczajów?

 

Znajomy, mieszkający parę lat w Indiach, powiedział kiedyś, że Hindusi i Polacy mają bardzo podobną mentalność, sposób bycia. Zaiste, ten uporczywy konserwatyzm, przywiązanie do wartości i impregnacja na trendy z zewnątrz jest naszym błogosławieństwem i przekleństwem. Ponadto polski talent do interesów wygrywa w Europie, ale w skali światowej Hindusi nas bija na głowę. Może dlatego obie nacje patrzą na sobie z dystansem, jeżeli nie niechęcią? My gardzimy „ciapatymi”, krytykujemy ich pazerność, a oni pewnie myślą to samo, bojąc się o stanowiska pracy i prosperujące interesy.

Obserwując hinduska mniejszość, zastanawiam się, jak będzie wyglądała polska emigracja po parunastu latach? Gdy wyjadą „plasterzy” i „painterzy”, POSKowa emigracja starej daty wymrze, a zostaną zmywaki z wyższym wykształceniem, które mozolnie i pracowicie szukają swojego miejsca w piramidzie pokarmowej wielkiego miasta?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s