Błądząc po Londynie

Londyn ma wiele twarzy. Dla tych, którzy chcą zobaczyć ich bogactwo zapraszam na krótki spacer.

Wystartowałem ze stacji Old Street, mimo nazwy nie mającej nic z atmosfery starej uliczki. Stacja leży na granicy biznesowego City, dekadenckiego Hackney i imprezowego East Endu. To na tej stacji miksują się garniturowcy, z artystyczna bohemą oraz „wczorajszymi” grupami wyspiarzy leczących kac nocy poprzedniej.

Kilka kroków od stacji zaczyna się niezwykle malownicza Whitecross Street z ogromnymi dawnymi kamienicami czynszowymi. W tygodniu, w czasie przerwy obiadowej, swoje kramy rozkladają kucharze ze wszystkich zakątków świata. Zaledwie kilkanaście metrów chodnika i możemy poczuć się jak w Indiach, Włoszech, Chinach, Korei, Afryce.

Trochę dalej pustostany świadczące o jeszcze większej świetności przekryzysowej. Takich widoków w Londynie jest całkiem sporo. Tu dopiero widać kryzys. Podumałem trochę nad skutkami zapaści gospodarczej…

…i poszedłem dalej, aż horyzont przesłoniło całkowicie osiedle Barbican. Jest to zbudowany w 1976 roku kompleks mieszkaniowy z salami koncertowymi, galeriami, szkołami. Przykład modnej wtedy architektury brutalistycznej. Dzisiaj Barbican Estate jest największym zamieszkanym fragmentem City, a mieszkania są najdroższe w całym Londynie.

Tak wygląda Barbican w środku, szum wodospadu przypomina szum wody w Tatrach Wysokich, tylko krajobraz trochę odmienny.

Gór nie ma, za to są prawdziwe palmy. Na tle loga City of London wyglądają olśniewająco.

Pora pożegnać się z architektonicznym brutalizmem. Tutaj, na szczątkach rzymskiego muru, zaczyna się typowy krajobraz szklanego City. O ile w City mieszka tylko 8.000 osób, to pracuje tutaj ponad 300.000 pracowników.

Bogactwo mili kwadratowej widać na każdym kroku, od gęstej sieci kamer przemysłowych, poprzez przemykające niepozornie najdroższe samochody, najdroższe sklepy z zegarkami i lśniące szklane elewacje.

Ale są też starodawne kamienice mieszczące siedziby banków. Z zewnątrz niepozorne, szare, w środku lśniace złotem i kryształami.

Sobotnie City jest jak wyludnione miasto. Ciche, bezduszne. Ale ta błogość szybko się skończyła.

Spośród muru piaskowców wyłoniła się katedra św. Pawła a wraz z nią mrowisko przyjezdnych z całego świata.

Porwany przez potok kolorowych turystów dotarłem do Millenium Bridge.

Przeleciałem przez Tamizę niczym Harry Potter na miotle, minąłem galerię Tate i zanurzyłem się znów w spokoju Southwark. Dzielnica Southwark była na początku biednym przedmieściem Londynu, z czasem zaczęły mieszkać tutaj coraz bardziej znane osobistości. Wymienię tylko Szekspira, Dickensa, Chaplina, Faradaya i Michaela Caine. Dzisiaj Southwark stracił ze swojej staroświeckości, domostwa wypierają biurowce, dawna elektronia stała się świątynią sztuki, a w miejscu dawnej plaży nad Tamizą drepczą tysiące turystów.

I tu doszedłem do lśniącej i błyszczącej stacji Southwark, wciśniętej pomiędzy dwa stare wiktoriańskie wiadukty kolejowe. Ale taki właśnie jest Londyn, miejsce w którym nowe wypiera stare, a jednocześnie czuć zapach historii na kazdym kroku.

Sprawdź trasę. Zapraszam na GoogleMaps

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s