Barking, czyli gdzie psy szczekają

Dzielnica Barking znajduje się 15 kilometrów od centrum i w wolnym tłumaczeniu oznacza Szczekaniowo (Wrocławianie powiedziliby Psie Pole). Polskie powiedzenie o psach szczekających określoną częścią ciała nie za bardzo się sprawdza, bo wprawdzie od umownego centrum Londynu – stacji Charing Cross jest daleko, ale i tak Barking leży w czwartej z dziewięciu stref taryfowych metra (czyli nie jest aż tak źle). Do Barking trafiłem z powodów zawodowych. Pan Anglik spóźnił się na spotkanie ponad pół godziny (ehh), więc z nudów robiłem zdjęcia przez okna biurowca.

Oto panorama Londynu Centralnego. Uważni obserwatorzy zobaczą i Canary Wharf (po lewej), i nawet City z Ogórkiem. A daleko w tle na pewno wprawny obserwator zobaczy park w Richmond, który jest 40 km w linii prostej.

Teraz czas na panoramę wschodnią. Jeżeli ktoś oczekuje, że po tej stronie miasta będzie się wyciszać i z każdym kilometrem będzie coraz więcej pól i wrzosowisk, jest w błędzie. Widzimy, proszę wycieczki, szeregi domów, z miniaturowymi wnętrzami i równie miniaturowymi ogródkami. Mało kogo w Londynie stać na luksus typu „dom wolnostojący”.

A to panorama południowa wraz z dzielnicą Red Bridge. Widać parę pnących się ku niebu „council blocks”, czyli bloków komunalnych, słynnych wylęgarlni młodocianych przestępców.

Na jakie wzgórze się nie wejdzie w Londynie, zawsze widać domy, miliony domów, aż po horyzont. Czy patrzy się z Hampsted Heath, czy z Greenwich, zawsze się dziwię temu bezkresnemu polu dachów. I pod każdym dachem ktoś mieszka, ktoś wstaje rano do pracy, ktoś narzeka na pogodę i na kiepską komunikację i z utęsknieniem zasypia w poniedziałkowy wieczór marząc o weekendzie.

Tymczasem przyszedł spóźniony Pan Anglik na spotkanie (stranded in the train, czyli utknął w pociągu). Dziwne, ja nie utknąłem, a jechałem tym samym). Spotkanie się skończyło, a ja miałem czas jeszcze przez moment przyglądnąć się Barking w czasie lunchu. I było co obserwować. Z jednej strony benefity, czyli bezrobotni zgromadzili się przed pubem „The Barking Dog” na pierwsze piwo, tutaj murzynka szarpie się z dwojgiem dzieci, rozmawiając przez telefon komórkowy na temat gotowania lazanii. Kapturowcy czają się za rogiem, a po drugiej stronie ulicy miejscowa straż miejska (zwana community support) obserwuje ich z niepokojem. Miejscowi biznesmeni, rodem z Indii i Sri Lanki, w garniturach z białymi skarpetkami wyskakują na kanapkę, a muzułmanin z brodą podąża do pobliskiego meczetu. Otyła emerytka jedzie na wózku, a w bagażniku siatka z daniami gotowymi ASDA. Ot, nerwowe poniedziałkowe popołudnie. Lecę do pociągu, już stoi na peronie. Źle, bo nie zdążę. Nie zdążyłem, dzwonek, please mind the doors. Stojący w środku pociągu murzyn przytrzymuje drzwi i wskakuję w ostatniej chwili. Tak, drzwi w pociągu przytrzymują tylko we Wschodnim Londynie.

(02/02/2010)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s