Pamięć i niepamięć

Trudno pamiętać o Święcie Zmarłych w kraju nie przywiązującym wagi do życia pośmiertnego. Parę tygodni temu odwiedziliśmy cmentarz Hither Green, zupełnie niepodobny do polskich cmentarzy. Ostatni pochówek „trumniany” odbył się w latach 80tych. Od tego czasu zmarli są poddawani kremacji. Wielka kwatera „starodawnych” grobów świeci pustkami. Kamienne tablice na wystrzyżonym ogromnym trawniku, gdzieniegdzie tylko plastikowe kwiaty. Żywego ducha nie ma. Widać, że trawę kosi administracja, terenu pilnuje ochroniarz, ale o zmarłych już dawno zapomniano.

 

 

Obok nowa część cmentarza: pracujące krematorium, podjeżdżające karawany i limuzyny z rodzinami. Tutaj pożegnanie z bliskimi wygląda kompletnie inaczej.

Po pogrzebie pozostają wiązanki i kompozycje z kwiatów, niby kiczowate, a jednak bardziej trafiające do wyobraźni. Na tabliczkach nazwiska: brytyjskie, hinduskie oraz arabskie i dalekowschodnie tytuły. Ciekawie musi być skonstruowana sala krematorium, skoro tyle religii musi obsłużyć i przynieść ukojenie rodzinom z tylu różnych kultur.

 

 

Cała przestrzeń, na której rozsypuje się prochy przypomina bardziej park niż metropolię. Kompozycje roślinne, oczka wodne, alejki a pomiędzy tym spacerujące oswojone gęsi.

 

 

Prochy po kremacji można pochować w urnie na mini-cmentarzu, zamurować w ścianie, zakopać w ziemi wraz z zasadzanym drzewkiem bądź krzewem róży.

 

 

Można też rozsypać w kształcie serca, bądź krzyża  na trawiastej murawie (służą do tego specjalne urny z dziurkami jak w solniczce), zapalić świeczkę i wrócić do codziennego życia. Najabliższy deszcz rozmyje symbol i po ukochanej osobie pozostanie tylko poletko zielonej trawy. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. I zasilisz nowe życie, może staniesz się gałązką trawy, kroplą wody, a może skrzydłem motyla?

***

Nie oznacza to, że Brytyjczycy nie pamiętają. Od kilkunastu dni po Londynie spaceruje tysiące osób z symbolicznym makiem wpiętym w klapie. Są to „Poppy Persons”, biorące udział w akcji Brytyjskiego Legionu Królewskiego, wspominającego i opiekującego się kombatantami wojennymi, z różnych wojen; począwszy od I wojny światowej do ostatniego konfliktu w Iraku. A jednak pamięć i troska istnieje. Może nie warto wyciągać pochopnych wniosków. Czytelnikom zostawiam osąd; dlaczego Brytyjczykom nie jest już potrzebna tak popularna u nas pamięć chryzantemowo-nagrobkowa. Czy to wynik galopującej konsumpcji i skupieniu się na życiu codziennym i jego najlepszej jakości? Czy może przekonanie, że pamięć o zmarłych i tak zostanie w umysłach i nie jest potrzebne zewnętrzne wyznawanie tego, co oczywiste?

Poppy

(02/11/2008)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s